Pokazywanie postów oznaczonych etykietą chanyeol. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą chanyeol. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 23 grudnia 2014

Wyznania wkurwionego Chanyeola (part 7?)

Kiedy nachylałem się nad nim, całe życie przeleciało mi przed oczami. Pożałowałem naraz wszystkich podjętych decyzji, od tego niefortunnego skoku na dach śmietnika, który skończył się rozciętą łydką i skręconą kostką (9 lat), przez malowanie fantazyjnych penisów na masce samochodu pana od angielskiego, które przypłaciłem kozą w całe ferie zimowe (14 lat), aż wreszcie do wybrania tych nowszych kąpielówek, na które najwyraźniej miałem uczulenie, bo zaczynało mnie podejrzanie swędzieć w okolicach krocza (dzisiaj). Być może, gdybym zrobił coś inaczej, nie byłbym teraz w takiej sytuacji. Mój najlepszy przyjaciel nie oddychał, a ja zgłosiłem się na ochotnika, żeby go uratować. Pomyślicie pewnie, że prawdziwi przyjaciele tak robią i jestem po prostu bardzo szlachetny... Ale nie po to tak zażarcie broniłem się przed kontaktami fizycznymi z mężczyznami, żeby teraz atakować jednego z nich ustami. Znowu, jakby nie patrzeć. Dotarło do mnie, że się boję. Bałem się, że ten kolejny raz coś zmieni, bo... Od pewnego czasu zaczynałem coś czuć do Yixinga. Potrzebowałem bodźca w postaci strachu o niego, żeby to zrozumieć. Albo przyznać się do tego sam przed sobą. Żeby utrzymać naszą przyjaźń i moje osobiste przyrzeczenie, z łatwością oszukałem się, że moje serce ani razu nie zabiło w inny sposób, kiedy hyung się do mnie zbliżał. Wszystkie te myśli uderzyły mnie w momencie, kiedy nasze usta dzieliły centymetry. Ostatnią z nich było "Nie jestem gejem... Ale dla ciebie mogę być". Przymknąłem oczy, czekając na dotyk jego warg na moich, ale ku mojemu zaskoczeniu i ogromnemu rozczarowaniu, zrobiło mi się bardzo mokro. Na twarzy.
- On oddycha! On żyje! - krzyczał Tao, potrząsając i tak już drżącym Yixingiem, który był jeszcze w szoku i krztusił się wodą na trawie. Widząc, jak jego twarz na powrót nabiera kolorów, natychmiast wybaczyłem mu to, że wypluł mi kawałek jeziora prosto w twarz i, zabierając komuś uprzednio ręcznik, owinąłem go szczelnie i objąłem, przytulając do siebie. Towarzyszyła mi nieopisana wprost ulga.
- Już dobrze. Oddychaj spokojnie, za chwilę zabierzemy cię do ogniska - mruczałem mu do ucha, kiwając się z nim łagodnie. Xing pokiwał głową w milczeniu i posłusznie zrobił to, co powiedziałem. Przycisnąłem go mocniej do piersi. Był taki zimny...
- Yeollie, przenieś go bliżej ognia, niech się trochę rozgrzeje... Za chwilę będziemy wracać do obozowiska - było już tak przyjemnie, ale Baekhyun musiał wszystko zepsuć, zjawiając się nagle i kucając obok. Mimo wszystko miał rację, więc nie protestowałem. Z westchnieniem uniosłem Yixinga na rękach, po czym usiadłem z nim przy ognisku. Reszta chłopaków zbierała nasze klamoty, więc znów byłem z nim sam na sam.
- Dasz radę wrócić? To dość długa droga... - spytałem, głaszcząc go po ramieniu. Podniósł głowę, spoglądając mi w oczy. Błyszczały w świetle płomieni, ale jego zmęczona buzia zdradzała, że chłopak nie będzie w stanie dojść na miejsce o własnych nogach.
- Nic mi nie jest... Czuję się dobrze - powiedział słabym głosem. Uśmiechnąłem się tylko i odgarnąłem mu włosy z czoła. Naprawdę lubiłem to robić.
- Zapomnij, że pytałem. Zaniosę cię pod same drzwi... To znaczy, wejście do twojego namiotu. Teraz postaraj się zagrzać, strasznie zmarzłeś w tej wodzie...
- Chanyeol... - przerwał mi nagle, łapiąc mnie za rękę. Spodobało mi się brzmienie mojego własnego imienia. - Wiem, co chciałeś wcześniej zrobić... I, będąc szczery... Cieszę się, że miałeś to być ty, a nie ktoś inny - moje serce załomotało, kiedy usłyszałem to wyznanie. Nie dałem jednak tego po sobie poznać i tylko wzruszyłem ramionami.
- Jesteś moim przyjacielem. To nie problem - jakby wbrew tym słowom, pogłaskałem go po policzku, obdarzając ciepłym spojrzeniem. Potrzebowałem tego... Zaczynałem potrzebować jego bliskości, a miałem teraz niepowtarzalną okazję zaznać jej, bo wszyscy byli czymś zajęci i nie zwracali na nas uwagi.
- Chcę ci podziękować - odezwał się półszeptem po chwili ciszy. Znów na niego spojrzałem. Yixing przygryzł wargę i spuścił nieśmiało wzrok. Odgadłem jego intencje, ale nie zamierzałem się odsuwać. Tym razem to jemu brakowało odwagi... Kiedy jednak pomyślałem, że chłopak mimo wszystko się rozmyślił, Xing zbliżył się i złożył na moich ustach lekki, niepewny, ale czuły pocałunek. Poczułem się tak, jakbym wygrał coś cennego. Bicia mojego serca prawie nie dało się zagłuszyć, rosła we mnie pewnego rodzaju euforia... Pragnąłem pocałować go jeszcze raz, to było takie cudowne... On jednak miał inne plany. - Proszę... Nie mów nic. Zdrzemnę się, dobrze? - nie czekając na moją odpowiedź, oparł się z powrotem o moje ramię i zamknął oczy, od razu zapadając w sen. Później, kiedy niosłem go do obozowiska i układałem w jego namiocie, zastanawiałem się, czy rano będzie to wszystko pamiętał.
- Ja nie zapomnę... - wyszeptałem, ostatni raz tego dnia pochylając się nad nim i muskając jego gładkie czoło.

sbgsjhgkjhgkh;;;;;;;
_______________________________________________________
Wkurwiony Chanyeol na święta!
Czyżby ten klimacik i magia świąt sprawiły, że po tylu miesiącach naszła
mnie wena na Wyznania? Wiedziałam, że w końcu przyjdzie... Mam nadzieję,
że ktoś jeszcze pamięta tę serię ;)

Wesołych Świąt!
~Mintaj

poniedziałek, 28 lipca 2014

#Wyznania wkurwionego Chanyeola (part 6?)

- POBUDKA, NOCNE PIZGACZE! RAZ RAZ WSTAJEMY! - ktoś wydarł mi się do ucha bez uprzedzenia. Ja również bez uprzedzenia (taki odruch...) zaatakowałem tego ktosia stopą. Po jęku poznałem, że to Baekhyun.
Wait, Chanyeol
po JĘKU?
serio...
nie, bo ty wcale nie podsłuchujesz ChenBaeka ani DłońBaeka. wcale.
- Kurczę, Baekhyun! Przepraszam! Żyjesz? - podniosłem się z maty i spojrzałem na chłopaka, który aż usiadł od ataku mojej stopy na jego twarz. Potrząsnął głową, mrugając kilka razy.
- Przez chwilę zobaczyłem wszystko to, co widzi Yixing hyung po grzybowej. Ale jazda.
- Słuchaj, to wczoraj... Ja naprawdę nie... - o dziwo Tao nie było w namiocie, więc wykorzystałem chwilę, żeby wyjaśnić to i owo z zeszłej nocy.
- Ale ja wcale ciebie o nic nie podejrzewam! - zaśmiał się, klepiąc mnie przyjaźnie po ramieniu. - Przez jedną małą chwilę zwątpiłem, ale bądźmy szczerzy. Jeśli ktoś zrobi z ciebie geja, to na pewno nie będzie to Tao. On wyzwala w chłopakach zapędy hetero... Nie, żeby coś.
- Dzięki...
- Wracając do powodu, dla którego tu przyszedłem! Suho hyung postanowił, że pobawimy się dzisiaj w podchody. Potem zrobimy sobie ognisko i pójdziemy nad jezioro, ale na razie wszyscy już stoją na placu i dobierają się w drużyny.
- I jesteś tu, żeby mi powiedzieć, czy żeby mnie zaklepać do swojej drużyny?
- To drugie :D Spytałem już Kyungsoo i też się zgadza. Dzielimy się na 3 ekipy 4-osobowe, więc brakuje nam jeszcze kogoś...
- Weźmy Yixinga, okej? - zaproponowałem, w końcu miałem z nim do pogadania. Coś go gryzło i powinienem mu pomóc jako dobry przyjaciel, prawda?
- W porządku. To poczekamy, aż jaśnie pan się ubierze - pomachał mi, po czym wyszedł z namiotu. Postarałem się doprowadzić do stanu użytkowego tak szybko, jak to było możliwe. Przede wszystkim przepłukałem gardło moją wodą gazowaną, żeby nie brzmieć jak stary chuj (autorem tego uroczego określenia jest Kyungsoo, więc nie chciałem prowokować tego małego gnoma, skoro miałem być z nim w drużynie), a także przebrałem się w coś, co uchroni moje kończyny przez bezlitosnymi krzaczorami w lesie. Odświeżony wyszedłem z namiotu na światło dzienne, krzywiąc się jak wampir. Słońce przygrzewało niemiłosiernie i ucieszyłem się, że za chwilę wejdziemy między drzewa. Podszedłem do Kyungsoo i Baekhyuna, którzy stali przy autobusie i napierdalali we Flappy Kai na tablecie Kyungsoo.
- I co, rozmówiliście się z Yixingiem?
- Stoi za tobą - odparł Baekhyun, nawet nie odrywając oczu od ekranu. Obróciłem się, a mój przyjaciel faktycznie tam stał. Daję słowo, on pojawia się i znika jak męskość Luhana.
- Cześć Chanyeol - odezwał się z lekkim uśmiechem na twarzy. Na oczach miał te swoje zjebane kosmiczne okulary przeciwsłoneczne, więc nie mogłem nic z nich odczytać. - Tao mi mówił... Znaczy, że nic się nie stało. Hehe.
- Oczywiście, że nic się nie stało. Przecież mnie znasz. Poza tym, jak to już określił Baekhyun...
- Na widok Tao twoja szpada nie chce stanąć, lecz opada - dokończył za mnie wyżej wymieniony, za co będę mu dozgonnie wdzięczny. Ale Yixing wydawał się usatysfakcjonowany taką odpowiedzią, bo zaśmiał się i już nie sprawiał wrażenia przygnębionego. W dobrych humorach wyruszyliśmy w kierunku pola naszej leśnej gry. Wiedziałem tylko tyle, że grupa, która najszybciej znajdzie znaki od managera i wreszcie samego managera (podziwiam szczerze Suho, który jakoś go do tego nakłonił), dostanie najlepsze kąski z ogniska. Specjalnie poskąpiłem sobie mięsa na śniadanie, żeby wygłodniały mieć jakąś motywację. Zrozumcie - byłem w grupie ze strachliwą Barbie, jej jednorożcem i Bilbo Bagginsem.
- Yeooool! Kartkę widzę w tym drzewu - oznajmił Yixing, pokazując palcem na jakieś dwadzieścia drzew przed nami. Dyskretnie zdjąłem mu te okulary, bo chyba zaczynały mu robić fazy (nie dziwię się z takimi szkłami...)
- A ja nie widzę - skwitował Baekhyun, nadal zajęty pukaniem Kaia. *W KAIA. W tej grze, Flappy Kai.
- Czekajcie, on ma rację. Coś tam jest - Kyungsoo podszedł do jednego z pni i włożył rękę do małej dziupli. - Jest kartka. Coś jest na niej napisane... Yym... Nie no, to są chyba jakieś żarty.
- Dlaczego? Co tam przeczytałeś?
- Hugo wraca do Polsatu.
- ...Co?
- HUGO. WRACA. DO. POLSATU. Ja też nie wiem, to chyba podpucha.
- Długo nam zajmie znalezienie managera-nim, jeśli niektóre ze wskazówek do niczego nie prowadzą... - westchnąłem, czując zbliżające się widmo porażki. W oddali słyszałem okrzyki radości, produkowane przez Luhana, Tao, Minseoka i Sehuna. Oni dopiero stanowili dobrą drużynę... To nie fair! On ma sarnę i wiewiórkę, a ja jakieś kurwa Disney Channyeol ;-;
- Chanyeol, gałąź! - krzyknął Baekhyun, ale byłem zbyt zamyślony, żeby zdążyć zrobić unik. Z impetem przygrzmociłem czołem w potężny kawałek drewna, który bardzo sprytnie wtopił się w otoczenie, czekając na takich niczego nie spodziewających się wielkoludów, jak ja. To spisek.
- Nic mi nie jest! - powiedziałem dzielnie, choć miałem przed oczami podwójną ilość moich przyjaciół, a ziemia falowała jak woda w kuchni, kiedy Kris w połowie pracy stwierdził, że mycie naczyń nie jest w jego stylu i zostawił odkręcony kran i zatkany odpływ. - Ale coś chyba wypadło z tej gałęzi. Może teraz nam się poszczęści?
- To jakiś rebus matematyczny... Wynikiem będą współrzędne miejsca, do którego mamy się udać. To dałoby nam przewagę nie do pobicia - zauważył Kyungsoo. - Niestety, nie mamy niczego do pisania, ani kalkulatora...
- Odpowiedź C - wszyscy obróciliśmy się do Yixinga, który usiadł sobie na pieńku z lizakiem w buzi (skąd on go wziął).
- Jak to obliczyłeś? Tak szybko...
- Nie wiem. Ale jest dobrze - wzruszył ramionami, mówiąc to z całkowitą pewnością w głosie.
- Ech... Mamy jeszcze coś do stracenia? - spojrzałem na chłopaków, a potem na otaczający nas las, w którym równie dobrze moglibyśmy już niczego nie znaleźć. Kiwnęli głowami i wpisaliśmy w nawigację współrzędne wskazane przez Yixinga. Kiedy po dziesięciu minutach wyszliśmy na polanę i zobaczyliśmy rozpalone przy brzegu jeziora ognisko, a przy nim naszego managera, zachciało mi się śmiać. Z dzikim entuzjazmem porwaliśmy naszego przyjaciela na ręce i podrzuciliśmy kilka razy w górze. Baekhyun chciał mu dać całusa w podziękowaniu, ale Yixing grzecznie odmówił, za co otrzymał gromkie brawa od Kyungsoo. Czekając na resztę frajerów, usiedliśmy na kłodach przy ognisku i zaczęliśmy planować, które kawałki mięsa i kiełbaski powędrują do naszych brzuchów. Nikt nie mógł uwierzyć, że moja badziewna (to jest, WSPANIAŁA) drużyna dotarła na miejsce jako pierwsza. Yixing stał się bohaterem tego dnia (moglibyśmy nakręcić nową reklamę... Bądź bohaterem w swoim lesie! Lerła Merlę), a ja genialnym dowódcą. Niestety zamiast jeść, musieliśmy najpierw usuwać kolce i drzazgi z Krisa. Kurtka z ortalionu nie była w jego stylu, więc wybrał się w chaszcze w samej bokserce.
- I takim sposobem zrobił się już wieczór - odezwał się Jongdae, który do tej pory opierał się na moim ramieniu, kiedy ja grałem na moim ukulele (manager-nim nie chciał brać gitary, bo ciężka). Rozejrzałem się i faktycznie: nim się obejrzeliśmy, już był zachód słońca. Pojedliśmy, popiliśmy i pośpiewaliśmy, zupełnie jak na zwykłym biwaku, na który członkowie tak popularnej grupy k-popowej mogą sobie pozwolić tylko raz na kilka lat.
- Ej, może popływamy sobie w jeziorze? Wciąż jest mi gorąco - propozycja Jongina została podparta całkowitym pozbyciem się przez niego koszulki.
- Dobry pomysł.
- Yehet.
- Pływanie w jeziorze nie jest w moim...
- Kris-gege, wyciągnęliśmy ci łaskawie tę drzazgę z tyłka. Mamy włożyć ją z powrotem?
Tym oto sposobem znaleźliśmy się wszyscy w jeziorku, rozkosznie rozgrzanym po całym dniu. Wiedziałem, że tak naprawdę nikt nie będzie pływał, tylko wszyscy rzucą się do wody jak dzikie leszcze. Maknae line razem z Luhanem, Baekhyunem i Chenem zaczęli się chlapać. Chciałem dołączyć, ale kiedy kolejny raz dostałem glonem, odpuściłem sobie.
*dodatek specjalny od Chanyeola*
Właśnie dlatego nie lubię jezior. To znaczy, nie aż tak nie lubię, ale za nimi nie przepadam. Kiedyś poszedłem z kolegami późną wiosną nad jezioro, żeby się wykąpać, bo woda miała być już ciepła. Ale żaden z nas nie zwrócił uwagi na glony, a woda akurat kwitła... Następnego dnia wszyscy dostaliśmy strasznej wysypki. To był chyba największy ból dupy w moim życiu i już bym wolał, żeby dorwał mnie jakiś węgorz elektryczny i wpełzł prosto do tyłka. Także, mam uraz do glonów.
Pozostali chłopcy urządzili sobie konkurs skoków z gałęzi do wody. Wszyscy przyglądali się Kyungsoo, który ze swoim wzrostem z łatwością wdrapał się na drzewo jak małpka, a potem skoczył z gracją na bombę (nie wierzyłem, że da się skoczyć z gracją na bombę, ale jednak)
-  Yixing! Też spróbuj! - zachęcał go Minseok, chociaż sam jeszcze nie odważył się skoczyć.
- Mówisz...? Uuh... - wymamrotał z niepewną miną Yixing. Wiedziałem, że takie akrobacje nie były jego specjalnością, choć był naszym najlepszym tancerzem. Nie podobało mi się, kiedy wszedł na najwyższą gałąź, dopingowany przez resztę (tekstami typu: 'jesteś hardkorem!', 'nie weszłeś!' i 'ciągniesz, Malina!'), która zebrała się pod drzewem. Zapewne sam nie wiedział, jak wysoko się znajduje.
- Skacz! Skacz! Skacz!
- PATRZ! ALE URRRWAŁ!
- Aj, no bo mi się noga obsunęła i złamałem gałązkę no - tłumaczył się Yixing, któremu z takim dopingiem wcale się nie chciało skakać.
- ...JEBNIE! - równocześnie ze skokiem Yixinga rozległ się głośny okrzyk Kaia. Rzeczywiście sekundę po tym mój przyjaciel wylądował w wodzie. Ale kiedy powinien się już wynurzać, nie zrobił tego.
- Miałem co do tego złe przeczucia... - wyszeptałem i szybko zanurkowałem pod wodę. Wyłowiłem nieprzytomnego Yixinga i z pomocą Chena wyciągnęliśmy go na brzeg. Byliśmy przerażeni, bo na pierwszy rzut oka nie było wiadomo, czy stracił przytomność od szoku, czy może uderzył w coś głową. Nie mogłem wyczuć oddechu, jego klatka piersiowa nie poruszała się.
- Hyung, zrób coś z tym... Niech ktoś coś zrobi...! - rozpłakał się Tao.
- Trzeba mu wykonać sztuczne oddychanie. Tao, będzie dobrze... - powiedział Kyungsoo, klękając przy Yixingu. Mimo wszystko nie wyglądał na pewnego swoich słów i to nie poprawiało sytuacji. Nie wyobrażałem sobie, co byśmy zrobili bez Yixinga. Nie tylko jako zespół, ale jako przyjaciele. Przede wszystkim nie potrafiłem i nawet nie chciałem sobie wyobrażać, co bym ze sobą począł, gdyby jego zabrakło...
- Odsuńcie się, ja to zrobię.


na leeeeszcza~

 _______________________________________________________
MINTAJ IS BACK! ON A DOUBLE KICK TRACK! MAKE SOME
NOOOOOOISE! ;)
Wiedziałam, że jak oficjalnie zawieszę drugiego bloga, to mi tutaj wena wróci ^^
Po długiej jak BangCock przerwie żem wróciła i napisała - mam nadzieję, że nie wyszłam z wprawy! ;)
HE.

~Mintaj

piątek, 2 maja 2014

#Wyznania wkurwionego Chanyeola (part 5?)

Muszę się przyznać, że ostatnio niechętnie zostawałem sam na sam z którymś z chłopaków. Miałem dziwne wrażenie, że po tych 'akcjach' z Baekiem i Yixingiem zaczęli na mnie patrzeć z pewnym... wyczekiwaniem. Jakby czekali tylko, aż się złamię i dołączę do ich gejparty. Najbardziej niepokoiło mnie to, że najwyraźniej żaden z nich nie wiedział o wspomnianych dwóch incydentach. To oznacza, że musiałem coś zrobić albo zachowywać się inaczej, niż zwykle. Kiedy to zrozumiałem, zacząłem starać się o bycie przyłapywanym na oglądaniu Playboya czy innych pisemek, a także głośnym komentowaniu kobiecych ciał w telewizji. Moi współlokatorzy kiwali głową i klepali mnie po plecach, ale bez większego przekonania.
Wykaz związków w dormie uległ zmianie, a raczej rozluźnieniu - sam już nie wiedziałem, kto z kim kręci. Dużym plusem był jednak prawie całkowity brak kłótni i wybuchów zazdrości, które były równie fascynujące, co Moda na Sukces.
Jeśli już musiałem odbyć z którymś chłopakiem sesję indywidualną (co było naturalnie wolą wytwórni), wybierałem komponowanie z Yixingiem albo tańczenie z Jongdae. Chenshing Mashine był dobrym towarzyszem z dwóch przyczyn - też kiepsko się ruszał, no i nie próbował mnie podrywać. Świetnie się z nim ćwiczyło, bo z jednej strony potrafił mocno się skupić i zachować powagę, a z drugiej dławił się śmiechem, kiedy coś nam nie wychodziło i kończyliśmy układ w niemożliwie głupiej pozie. Co do Yixinga... Mimo wszystko nadal był moim dobrym przyjacielem i brakowałoby mi naszych zamulających wieczorków z gitarą. Nie wyglądał na specjalnie przejętego tym drobnym incydentem, jak zwykle cichy i spokojny, więc nie wynosiłem przy nim tematu.
W piątkowe popołudnie szedłem właśnie do jego pokoju, żeby trochę pograć. Jednak w połowie drogi zostałem zatrzymany przez rozochoconego lidera mojej podgrupy.
- Ha! Zgadnij, co!
- Jajco. Śpieszę się - powiedziałem, starając się go wyminąć. Ostatnio przyniósł mi wieści o udanej podwójnej penetracji Tao (jak ja bardzo nie chciałem tego wiedzieć), więc obawiałem się, jakie tajemnice Wszechświata przekaże mi teraz.
- Poczekaj! Udało mi się załatwić z CEO, że pojedziemy na mini-wakacje w ten weekend. To będzie miły, dwudniowy wypad na biwak do lasu. Znalazłem fajny kemping na takiej polanie, gdzie można rozbić namioty. Niedaleko jest jezioro, a miejsce raczej mało znane, więc żadnych sasaengów nie ma w ofercie. Nie ma, że 'nie chcę', jedziemy wszyscy. To tyle! - powiedział jednym tchem, podrygując na jednej nodze jak jakiś pojebany klaun z pudełka. Położyłem mu rękę na głowie, żeby się uspokoił i przypadkiem nie wykitował mi na atak serca. Wiecie, w jego wieku... Yixing już w drzwiach mnie wyrzucił, to znaczy, z wielce zbolałą miną oznajmił, że jednak nie ma czasu, bo musi się spakować (w tym momencie pokazał ręką na wielgachną walizkę, której zapewne sam nie uniesie). Wzruszyłem ramionami i wróciłem do siebie, także mając zamiar spakować manatki na tę suhowską zieloną szkołę. Wyjąłem dużą, sportową torbę spod łóżka i zacząłem upychać na samo dno bieliznę i mangi, czyli coś, co moi współlokatorzy nagminnie mi podbierali. Kiedy już zabezpieczyłem wszystko reklamówkami, skierowałem się do szafy, w której trzymałem resztę ubrań. Coś mnie tknęło i zanim otworzyłem mocno zabudowane, rozsuwane drzwiczki (taak, w moim pokoju znajdował się jeden z tych cudownych, topornych komandorów z wieszakami i lustrem), przytknąłem do nich ucho.
- Ach, hyung, nghhh~~ - tyle wystarczyło, żeby mnie wytrącić z równowagi.
- YAH, JEŚLI OTWORZĘ DRZWI I ODKRYJĘ W MOJEJ SZAFIE BIAŁĄ NARNIĘ, TO WYCIĄGNĘ SWOJE NARTY I WSADZĘ JE WAM W WASZE ROZCIĄGNIĘTE TYŁKI - wrzasnąłem, może trochę zbyt głośno, bo nagle wszyscy mieszkańcy dormu znaleźli się w moim pokoju, podjadając popcorn. Luhan jadł maślany, poznałem to po tłustych plamach na jego palcach, buzi, włosach, koszulce i moim dywanie. Z szafy dobiegły mnie przyciszone głosy i chichoty oraz 'no weź to wytrzyj! tu też spadło'. Po chwili wytoczyli się z niej Jongin i Suho, który najwyraźniej miał wielką potrzebę upuszczenia swojego entuzjazmu spowodowanego zbliżającą się wycieczką. Ze zmarszczonymi brwiami złapałem go za kołnierz i trzymałem, póki nie upewniłem się, że na moich ciuchach nie ma ani kropli suhego mleczka.

Następnego dnia stanęliśmy obładowani naszymi klamotami przed dużym busem, który miał nas zawieść na miejsce. Widziałem, jak chłopcy naradzają się, z kim powinni usiąść. Postanowiłem ich uprzedzić i zaciągnąłem Xiumina na miejsce obok mnie. Minseok hyung jest spokojny i mało gada, więc nie będzie mi przeszkadzał przez te kilka godzin. Po drugiej stronie usiedli Sehun z Luhanem, więc nawet jak zbierze mu się na rozmowy, to na pewno będzie odwrócony do nich. Wetknąłem słuchawki w uszy i postanowiłem się trochę przespać, bo przeczuwałem, że na tej wycieczce raczej się nie wyśpię. Kiedy się obudziłem, ktoś uporczywie tykał mnie w głowę. Odwróciłem się i zobaczyłem Baekhyuna.
- Yeollie... Weź coś włącz na głośnik, bo chce mi się śpiewać.
- Nie możesz poprosić... - zerknąłem na miejsce obok niego. - Jongdae?
- Czy ty jesteś głupi czy głupi? Widzisz, że śpi, a jak się go wyrywa ze snu, to może zabić.
- Nie zauważyłem, że śpi... Ma rozchylone powieki.
- Wiem, to obrzydliwe ;-; To jak, puścisz coś? - wsadził głowę między siedzenia i się uśmiechnął. Wywróciłem oczami i włączyłem 'Peter Pan', bo akurat miałem to następne w kolejce. Śpiewaliśmy przyciszonymi, trochę zamulonymi głosami, ale Baek wydawał się zadowolony. Chen także był zadowolony, pewnie śniło mu się coś przyjemnego, bo chichotał i cały się obślinił. Prawie miałem wyrzuty sumienia, że tak narzekałem na Baekhyuna...
- Dobra, wesoły autobus. Robimy postój, muszę się odlać -  krzyknął Kris, a po jego minie było widać, że to naprawdę poważna sprawa. Nie miałem nic przeciwko, sam chciałem nieco rozprostować nogi. Po krótkim spacerku dookoła busa stwierdziłem, że chyba też odwiedzę toaletę. Zatrzymaliśmy się na niewielkiej stacji benzynowej na granicy Zadupia z Wygnajewem, czyli na totalnym odludziu, więc mając w pamięci opowieści Yixinga o kiblach w takich miejscach... No cóż, dziarskim krokiem ruszyłem w stronę szumnych męskich WC. W środku pomieszczenia był cały szereg kabin, liczyłem na możliwość szybkiego załatwienia swojej potrzeby. Nie zdziwiło mnie, kiedy pierwsza z nich była zamknięta, a od spodu wyglądały dwie pary nóg. Tak strzeliłem, że to pewnie Sehun z Luhanem. Oni jakoś bardzo lubią robić to i owo w śmierdzących miejscach typu klop albo szafa Jongina. Może mają taki fetysz czy coś... Zapukałem do drugiej kabiny.
- ZAJĘTE - wystękał Galaxy Hyung. Ledwo powstrzymałem śmiech, bo jeszcze dziś rano ostrzegałem go, że jedzenie wczorajszego gyros na śniadanie to niekoniecznie dobry pomysł. A popijanie mlekiem to już w ogóle tragedia. Następna kabina również była okupowana przez cztery nogi, nie chciało mi się już sprawdzać, czyje. Mój pęcherz zaczął coraz donośniej przypominać mi o swojej obecności i poczułem nutkę desperacji. W przedostatniej kabinie podłoga była już cała ufajdana na biało, a po tych dziadowskich butach z połyskującymi, oczojebnymi, neonowymi paskami wiedziałem, że ów Picasso był Jongdae. Jego sen musiał być naprawdę przyjemny. Przełknąłem ślinę i spróbowałem dostać się do ostatniej kabiny. Drzwi się otworzyły, aż mi ulżyło. Niestety za moment odkryłem, dlaczego tylko ta była wolna. Kij, że odpływ był zatkany i brakowało spłuczki. Poprzedni użytkownik musiał mieć naprawdę ostry przypadek oberwania dupy. Podejrzewam, że Kris hyung zostawi po sobie coś podobnego... Westchnąłem ciężko i wyszedłem z toalety, aby rozejrzeć się za jakimiś przyzwoitymi krzakami. Przyspieszyłem kroku, bo takie przeciąganie coraz bardziej irytowało mój pęcherz. Wreszcie znalazłem taki fajny busz, w który z radością wszedłem, jedną ręką rozpinając już spodnie.
- Hyung! Wypad! Trochę prywatności, co?! - zanim zdążyłem cokolwiek zrobić, usłyszałem głos Jongina, wydobywający się z krzaczków.
- Yah Kim Jongin, nie możesz próbować się rozmnażać gdzie indziej? Moja potrzeba jest już paląca!
- Idź sobie w jakieś inne krzaczki. Albo do lasu.
- DOBRA, ale jak mnie coś ugryzie w żołnierza, to będziesz mi go osobiście smarował maścią!
- Z przyjemnością - odparł tym swoim uwodzicielskim głosem. Strzeliłem sobie otwartą dłonią w czoło.
- Żartowałem, debilu... Idę - mruknąłem, zostawiając Jongina i jego łanię (Kyungsoo? Suho?!) w spokoju. Mam to gdzieś, niech się cali podrapią gałęziami. Zapuściłem się w głąb lasu, mijając Tao i Minseoka, którzy urządzili sobie konkurs sikania na odległość. Daję głowę, że to był pomysł młodszego, a Xiumin robił to tylko z dobrego serca. Ten hyung jest naprawdę miły i wyrozumiały... Kilka minut później zaatakowałem w końcu jakieś podejrzane krzaki, z których na szczęście nic nie wyskoczyło i nie odgryzło mi przyrodzenia. Wszyscy zbierali się z powrotem do autobusu, jednak nigdzie nie widziałem Yixinga.
- Uch, gdzie ten hyung znowu się zgubił... - jęknął Sehun, przecierając oczy ze zmęczenia. Wyjechaliśmy w południe, ale przez ten postój zrobił się już wieczór. Trochę się obawiałem, bo las z pewnością nie jest bezpiecznym miejscem po zachodzie słońca.
- Oczywiście ten atrusi kitaz nie wziął komórki i teraz musimy go szukać! - wkurzał się Suho. Nie wnikam, co to atrusi kitaz, ale sądząc po tonie, to jakieś obraźliwe przezwisko.
- Rozdzielmy się na dwie grupy. Nie ma wybierania, EXO-K idzie w lewo, EXO-M w prawo. Kto znajdzie Yixinga hyunga, dzwoni - zarządził Kyungsoo, wcielając się w rolę lidera. Wyglądał bardzo poważnie, aż byłem pod wrażeniem. Junma był zajęty panikowaniem, więc rozumiałem naszą sówkę.
- Pospieszmy się, póki jest jeszcze w miarę widno - powiedziałem i ruszyłem naprzód, nie czekając na resztę mojej grupy. Nie chcąc prowokować żadnych dzikich zwierząt, nie wołałem przyjaciela, choć to zmniejszało moje szanse na szybsze znalezienie go. Trochę się martwiłem, czy aby nic mu się nie stało. Pewnie tak samo jak ja szukał jakiejś zastępczej toalety i wszedł w głąb lasu, a potem nie mógł znaleźć drogi powrotnej. Miałem nadzieję, że po ostatnim zapamiętał, że w takich wypadkach ma nie ruszać się z miejsca i czekać na ratunek. Nagle spostrzegłem jakąś postać, leżącą na mchu, z głową opartą o stary pień. Yixing hyung najwyraźniej zmęczył się czekaniem i uciął sobie drzemkę. Uklęknąłem obok niego, a na mojej twarzy wykwitł uśmiech. Wyglądał tak spokojnie, jakby spał we własnym łóżku. Machinalnie odsunąłem mu włosy z czoła, z zazdrością przesuwając palcami po gładkiej skórze. Mnie już robiły się zmarszczki mimiczne!
- Chanyeol-ah...? - odezwał się, chwytając mnie za rękę.
- Ile razy masz jeszcze zamiar się gdzieś zgubić? Martwisz nas wszystkich - westchnąłem i pogłaskałem go po policzku. - Pabo. Masz szczęście, że twój kumpel jest zawsze na posterunku.
- Tak, to wielkie szczęście - zgodził się, po czym przygryzł wargę, tak jak wtedy na parkingu. - Słuchaj... Jeśli chodzi o wtedy, to ja...
- Hyung, wcale nie mam ci tego za złe - wyciągnąłem dłoń i pomogłem mu wstać. - Prawdę mówiąc, jeszcze nigdy nikt mi nie podziękował w tak... miły sposób - wyznałem, spuszczając wzrok. Nie wiedziałem, że Yixing wciąż się tym przejmował.
- Och... C-cóż, w takim razie... Nie, to dobrze, że jednak się o to nie gniewasz. To był taki odruch i...
- Zhang Yixing, weź się uspokój - roześmiałem się i przytuliłem jąkającego się przyjaciela, żeby go jakoś pocieszyć. Kiedy go puściłem, wyglądał już lepiej. Wtedy przypomniałem sobie, że powinienem był wcześniej zadzwonić do chłopaków, że już go znalazłem. Po powrocie do autobusu solidnie mi się za moje gapiostwo oberwało i jak już dojechaliśmy na pole kempingowe, marzyłem tylko i wyłącznie o cieplutkim śpiworze. Nie mogliśmy się zdecydować, kto z kim będzie dzielił namiot, więc Baekhyun zaproponował ciągnięcie słomek. Tym sposobem wylądowałem z ostatnią osobą, z jaką można spokojnie spędzić noc - czyli z Tao. To było bardziej, niż pewne, że w środku nocy obudzi mnie i zacznie marudzić, że wszędzie widzi duchy, a materac niewygodny, a w śpiworze za gorąco, a co to za dźwięk, a niedźwiedź.
- Hyuuung, opowiedz mi bajkę na dobranoc, bo ja tu nie zasnę - oho, zaczyna się. Ledwo wsunąłem się w mój śpiwór, kiedy ta chińska boidupa zaczęła mieć koncert próśb i zażaleń.
- Jestem kiepski w opowiadaniu bajek. Poza tym, wszyscy pozostali już śpią. Zobacz, że pogasili światła w namiotach.
- To zanuć mi jakąś kołysankę... No proszęęę.
- Dlaczego ciągle wszyscy mnie proszą, żebym im coś śpiewał czy grał?! - zerwałem się z ziemi, oczywiście tylko do pozycji siedzącej, żeby nam się namiot nie zawalił. Leżący obok Tao miał minę, której nie można było się oprzeć, więc musiałem spełnić jego zachciankę. Położyłem się z powrotem i zacząłem nucić starą, koreańską kołysankę, którą śpiewała mi do snu babcia, jak byłem małym szkrabem.
- Chanyeol hyuuung...
- Hmm?
- Chciałbym, ale teraz nie możemy... Sam mówiłeś, że wszyscy śpią.
- O czym ty mówisz? o.o
- Przecież trzymasz rękę na moim tyłku...
- Nie...
- ...
- Tao, nie krzycz, wstań powoli i nie krzycz - szepnąłem, gotów zasłonić mu usta. Chłopak posłusznie wykonał polecenie, przesuwając się na drugą stronę namiotu. Wyjąłem z torby latarkę i poświeciłem na miejsce po mojej prawej stronie.
- Aaaach! Hyung, wyjmij tooo! Teraz! - krzyknął Tao, zanim zdążyłem go powstrzymać. W namiocie najbliżej nas musieli go usłyszeć.
- Poczekaj, nie jestem pewien, co to... - uniosłem śpiwór chłopaka i zobaczyłem, że materiał namiotu został przerwany. Po chwili światło latarki znalazło sprawcę - kreta.
- Aaahhhhhhh~~~~!!! Chanyeol hyung, on jest taki wielki! Aaaaaa~! - damskie piski, jakie wydawał z siebie Tao, nie tylko zaalarmowały naszych kempingowych sąsiadów, ale też wystraszyły biedne zwierzątko, które zaczęło w panice szukać swojej wydrążonej norki.
- Błagam, włóż go, proszęproszęproszę! Aaaaa~!
- Chwila, muszę go złapać...
- Aaahhh hyuuuung~~~! Szybciej! Albo nie, sam go włożę! - wydarł się jak dziewica, odważnie ściągając koszulkę i chwytając przez nią przerażonego kreta. Kiedy zwierzak już się ulotnił w głąb ziemi, wyczerpany Tao usiadł mi na nogach i oparł głowę o moje ramię. - Hyung, zmęczyłem się... Mam dość.
- Wszystko u was w porządku? Bo słyszeliśmy... - ktoś rozpiął nasz namiot, urywając w pół słowa. Zobaczyłem Baekhyuna i kilka innych twarzy, które z pewnością nie spodziewały się zastać nas w tak dwuznacznej sytuacji.
- To nie jest tak, jak myślicie! - powiedziałem szybko.
- Nie musisz się tłumaczyć, Yeollie... Ech, wracam do siebie - odparł Baekhyun. Kiedy odszedł, zobaczyłem jeszcze jedną osobę. Yixing nie otworzył ust, ale spojrzał na mnie dziwnie smutnym wzrokiem, zanim odwrócił się ze spuszczoną głową i wszedł do swojego namiotu. Zrzuciłem z siebie Tao i w pierwszej chwili chciałem za nim biec, ale zabrakło mi odwagi. Czułem, że w jakiś sposób zawiodłem przyjaciela, choć przecież nic takiego nie zrobiłem.
- Aiish - mruknąłem i położyłem się z rękami pod głową. Jak przewidziałem, tej nocy nie zmrużyłem oka.

*meanwhile na zewnątrz...*
- Stary. Mówiłem ci, że w końcu się złamie.
- Ale ja wiem! To było do przewidzenia...
- To nie fair, że Tao go rozdziewiczył. Ja protestuję!
- Było wyciągnąć mniejszą słomkę.
- Ale ja lubię duże...
- Maszyna do lodów od siedmiu boleści... Zboczeniec.
- Sam jesteś... Poza tym, lubisz to.
- ...Zamknij się

to zdjęcie jest takie
ksdfkjhfj
czy tylko ja tak uważam..?
________________________________________________________________
Haha! Udało mi się skończyć przed 20! ^^ A już się nastawiałam na publikację o 23 z kawałkiem... No cóż, z dedykiem dla Hyeri unni, która chciała SuKaia oraz shoutoutem dla Pedonoony, której chciałabym poprawić humor...
P.S. Wybacz oppa, że tak jadę po Krisie xd

~Mintaj

poniedziałek, 10 lutego 2014

#Wyznania wkurwionego Chanyeola (part 4?)

O północy dostałem smsa.

Od: Baekhyun
Nie zdążyłem spytać... I jak całuję? ;)

Zakrztusiłem się moją wodą gazowaną i musiałem chwilę odsapnąć, zanim mu odpisałem. Zgodnie z prawdą, oczywiście.

Do: Baekhyun
Jak baba.

Następnego dnia staraliśmy się z Baekhyunem unikać siebie nawzajem. Nie czułem się jakoś szczególnie niezręcznie, ale obawiałem się, że jemu może się zachcieć o tym porozmawiać, a u nas panuje brzydki zwyczaj podsłuchiwania. Obiecał, że nikomu nie piśnie ani słówka, ale mimo wszystko nie mogłem oprzeć się wrażeniu, że Suho hyung patrzy na mnie osądzającym wzrokiem. Wstrzymałem oddech, kiedy podszedł do mnie z założonymi rękami i powiedział:
- Wiem, co zrobiłeś.
- T-tak? A co takiego... zrobiłem? - wyjąkałem, gotów wszystkiego się wyprzeć, a potem znaleźć tę zdradziecką siksę Baeka i obedrzeć go ze skóry.
- Przyznaj, pokłóciłeś się z Yixingiem - zmarszczył brwi, a ja powtórzyłem ten gest.
- O czym ty mówisz? Ostatnio nawet z nim nie rozmawiałem...
- Jeśli to prawda, jak wytłumaczysz fakt, że zniknął nad ranem bez słowa?
- Kto zniknął? Yixing gege? - z kuchni wyłoniła się głowa Tao. Wspominałem już o podsłuchiwaniu, czy jeszcze nie?
- Rzeczywiście, nie widziałem go dzisiaj... - przyznałem, intensywnie myśląc o możliwych przyczynach tak osobliwego zachowania naszego kumpla. - Ale przysięgam, to nie moja wina. Hyung, naprawdę...
- No dobrze, wierzę ci. Masz jakiś pomysł, co możemy z tym zrobić?
- Chłopaki... W zasadzie, to na lodówce była taka kartka, ale myślałem, że to jakiś śmieć i ją wyrzuciłem... - wymamrotał Tao, pocierając sobie nerwowo kark. Postanowiłem, że później się na niego zezłoszczę. W akcie poświęcenia zanurkowałem ręką w śmietniku i wyciągnąłem kartkę. Jak się spodziewaliśmy, była to wiadomość zostawiona przez Laya.
POSZEDŁEM SZUKAĆ KAPCI.
- Czekaj, co? Jakich kapci... - Suho złapał karteczkę pincetą i przyjrzał się krzywemu napisowi. - Matko i córko, ale on bazgrze.
- Pokażcie mi to, ja się rozczytam! - do pomieszczenia wpadł Luhan, krusząc wokoło ciastkami. Przykro mi, fanki księcia z bajki Luhana. Wasz książę je jak świnia. - Albo i nie... Jak długo ta karteczka leżała w morzu ketchupu?
- Od śniadania - wyjaśnił Tao, robiąc się coraz mniejszy z zażenowania. Suho poklepał go po ramieniu, próbując dodać mu otuchy.
- KEURISEUUU - zawył słodkim głosem Luhan. Ten to potrafi ściągnąć czyjąś uwagę. Po chwili do i tak zatłoczonej już kuchni wszedł Yifan, niosąc na plecach grupowego hobbita, to jest Kyungsoo.
- Czy to jest podpaska - zapytał, nie zbliżając się do upapranej ketchupem karteczki na odległość bliższą, niż metr. Cóż, rozumiem go, w końcu ostatnio jakaś psychofanka przysłała nam jedną, no ale... Hyung, błagam cię. Kwadratowe, małe i nie ma skrzydełek = nie podpaska. Czuję się źle z faktem, że posiadam taką wiedzę, chociaż to było trochę nieuniknione, skoro mam siostrę.
- Nie, to Yixing zostawił... - zaczął Luhan, ale Galaxy hyung przerwał mu z przerażoną miną.
- TO YIXING JEST DZIEWCZYNĄ?
- Opanuj się, to zwykła kartka. Pobrudzona ketchupem. Poliż, jak nie wierzysz - odezwał się Sehun, który chyba umie się teleportować. Nie było go tu wcześniej...
- A..haa... A co jest nie tak z tą kartką?
- Coś na niej pisze! - zauważył Jongin, wciskając głowę między mnie, a Tao. Chyba już dostał smsa od Sehuna.
- Jest napisane - poprawił go Kyungsoo, okazując swoją wyższość. Niech korzysta, zaraz jego chłopakowi coś strzeli w krzyżu i się skończy darmowa lektyka.
- Hyung, podnieś ją do światła - stojący z tyłu (bo w kuchni już nie było miejsca xd) Minseok hyung zabrał głos. Przepchnęliśmy go do przodu, żeby mógł przypatrzeć się wiadomości od Yixinga, którą trzymał pincetą Suho. Po minucie ciszy obrócił się do nas. Minę miał nietęgą.
- Umin-ah, co jest? - zmartwił się Luhan. Minseok pokręcił głową i westchnął.
- On się po prostu pcha po nagrodę Darwina. Wcale nie poszedł szukać kapci. Literówka. Yxing poszedł szukać babci.
- Jakiej babci? - zdziwił się Tao. Nagle Baekhyun uderzył się otwartą dłonią w czoło.
- Mojej babci. Ten kretyn naprawdę poszedł szukać domu mojej babci! Kiedy on nawet nie ma pojęcia, gdzie to jest!
- Dzwońcie do niego! - zarządziłem, wyciągając mój telefon. - Ale nie wszyscy naraz... - jęknąłem, obserwując moich kumpli, wyraźnie zdenerwowanych zajętą linią. - Dobra, inaczej. Ja będę do niego dzwonić, a reszta spróbuje namierzyć go przez GPS. Cicho! Odebrał.
- Hej Chanyeol...
- CZY TY... chociaż wiesz, gdzie teraz jesteś? - powstrzymałem się od wybuchu, nie chcąc zabrzmieć jak zazdrosna, jędzowata żona. W słuchawce zapanowała cisza, jakby mój rozmówca się nad czymś zastanawiał.
- Właśnie... chyba... nie wiem...
- Jak miałeś zamiar znaleźć dom babci Baekhyuna, skoro nie znasz adresu?
- Zapomniałem o tym... Przypominało mi się, jak już wyjechałem z miasta...
- Zaczekaj. Wyjechałeś z miasta? W którą stronę? Nazwa miejscowości? - zaczynały puszczać mi nerwy. Nieodpowiedzialność mojego przyjaciela przekraczała wszelkie wyobrażenia.
- Nie wiem, zasnąłem w autobusie... Jest tutaj taka mała restauracja, ale pracują tutaj sami Japończycy, a ja po japońsku umiem tylko zamówić jedzenie...
- Słuchajcie, jest ok, przynajmniej nie umrze z głodu i nie zamarznie! - krzyknąłem do reszty, która przysłuchiwała się rozmowie. - Dobrze, hyung. Nie ruszaj się stamtąd i włącz GPS w telefonie, znajdziemy cię.
- Okej... Ooo, arigato gozaimasu... Itadakimasu! - powiedział, zapewne do kelnera, a potem się rozłączył.
- Mam świetną wiadomość, znalazłem go - Jongdae podetknął mi pod nos komórkę. - Nawet nie chcecie wiedzieć, jak daleko stąd go wywiało.
- Pojadę i go przywiozę - zaoferowałem się, zakładając już kurtkę.
- Jadę z tobą - usłyszałem głos Kyungsoo. Zeskoczył z pleców Yifana i nie czekając na moją zgodę, zaczął się ubierać.
- Ja też - oznajmił głosem nieznoszącym sprzeciwu Baekhyun. Posłałem mu pytające spojrzenie.
- Lepiej będzie, jak pojedziecie we trójkę. W razie, jakby Yixing jednak się ruszył z miejsca i trzeba by było go szukać - zauważył Suho, kierując swoje słowa do najbardziej przeciwnych temu planowi osób.
- Tak, masz rację... - mruknęli Chen z Krisem, niezadowoleni z faktu, że tymczasowo zabieram im chłopaków.

W samochodzie moi współpasażerowie szczęśliwie posnęli na tylnym siedzeniu, więc miałem spokój podczas jazdy. Z ulgą odkryłem, że Yixing jednak nie opuścił tej restauracji. Rozpromienił się na nasz widok.
- Przyjechaliście po mnie!
- WIĘCEJ MASZ TAK NIE ROBIĆ! AISH! - zabulgotał Kyungsoo, okładając go pięściami po plecach.
- No nie będęęę, ałaaaa ;_;
- Kyungsoo-yah, zostaw go już... Też się dzisiaj namęczył. Yah, hyung. Jeśli aż tak ci zależy, mogę następnym razem zabrać cię na wizytę do mojej babci. Ale pojedziesz ze mną, a nie sam - obiecał Baekhyun, wcielając się w rolę dobrego wujka. Ja zostałem rozsądnym wujkiem i po zapłaceniu rachunku zapakowałem ich wszystkich do samochodu, bezpiecznie odwożąc do domu. Po drodze nasłuchałem się opowieści Yixinga o szczegółach jego podróży, cytuję: 'I była tam taka dziwna toaleta, że musiałem sikać z takiego jakby podestu, a potem jeszcze chyba się nie zamknąłem i mi weszła jakaś kobieta, ale na szczęście było już PO'. Postanowiłem zaparkować na podziemnym parkingu, bo zanosiło się na śnieg. Wykręcałem jeszcze kołami, żeby wyrównać, kiedy zniecierpliwiony Baekhyun opuścił samochód, mamrocząc coś o jakiejś dramie, która mu się zaczyna.
- Drama? Omo - pisnął Kyungsoo, wybiegając za Baekhyunem. Zostałem sam ze śpiącym Yixingiem i krzywo zaparkowanym wozem. Kiedy stwierdziłem, że jest już w miarę przyzwoicie, odpiąłem pas i zacząłem budzić mojego przyjaciela.
- Już jesteśmy...?
- Tak, zbudź się. Nie mam zamiaru cię nieść. Zjadłeś chyba wszystko, co mieli w tej restauracji...
- Spoko... - powolnym ruchem odpiął swój pas i wytoczył się z siedzenia. Przytrzymałem mu nawet drzwi, bo wyglądał, jakby zaraz miał paść na podłogę. On się bardzo powoli budzi.
- Już kontaktujemy? To idź na górę i zamelduj się u reszty, że dotarłeś bezpiecznie. I przeproś ich za robienie zamętu - zmierzwiłem mu włosy z uśmiechem. Odwzajemnił go i pokiwał głową, a potem znienacka cmoknął mnie w policzek. - Nie miałem pomysłu, jak inaczej ci podziękować za ratunek... - utkwił wzrok w podłodze, przygryzając wargę. Chrząknąłem nieznacznie, chcąc przerwać ciszę.
- Nic nie... ech. Wszystko mi jedno - powiedziałem wymownie. Yixing znów przytaknął, a potem poszedł już do windy. Usiadłem na masce samochodu, zapominając już, co właściwie chciałem przy nim zrobić. Sam nie wiedziałem, czemu tak reaguję na zwykły, drobny gest podziękowania od kumpla. Nagle przeszyła mnie myśl, że jeszcze kilka takich epizodów, a trudno będzie mi się przedstawiać jako Chłopiec, Który Przeżył...w Sami Wiecie Czym. Powinienem znaleźć sobie dziewczynę...


_________________________________________________________________

Hm, jednak nie musieliście aż tak długo czekać... xd
Noonim, doczekałaś się toaletowej przygody! xd dzięki za inspirację, LAYĘ z tego hahahah
a Bangpire Diaries następne w kolejce

~Mintaj

wtorek, 4 lutego 2014

#Wyznania wkurwionego Chanyeola (part 3?)

Przez całą noc było mi okropnie gorąco, więc spałem przy otwartym oknie, co jakiś czas wstając i spacerując w samym dole od piżamy w tę i z powrotem. Oddychałem głęboko, by mroźne powietrze wypełniło mnie, wyganiając wszelkie niechciane myśli, jakie mnożyły się w mojej głowie. To raczej nie był dobry pomysł, bo kiedy rano się obudziłem, czułem się dziwnie. W dodatku cały trząsłem się z zimna. Wyszedłem z łóżka tylko po to, by zamknąć okno, podkręcić grzejnik i wrócić pod kołdrę. Moi współlokatorzy byli sobą zajęci, więc mogłem w spokoju zasnąć ponownie, nie obawiając się, że któryś zacznie walić w drzwi i zmuszać mnie do opuszczenia (już) ciepłej pierzyny. Poza tym, mamy dzisiaj wolne.
- Chanyeol-ah! Otwórz! - mimo wszystko byłem wdzięczny, że wytrzymali beze mnie do południa.
- Nie wygłupiaj się, Baekhyun. Przecież masz zapasowy klucz - odpowiedziałem lekko zachrypniętym głosem, ani myśląc ruszać się z miejsca.
- Aish, nie mam tyle czasu! - usłyszałem zniecierpliwienie w jego głosie. Jednak moje łóżko wciąż było bardziej przekonujące.
- To szkoda. Dobranoc! - nakryłem się kołdrą po uszy. Niedługo potem usłyszałem szczęk zamka, a do pokoju wpadł mój przyjaciel.
- Park Chanyeol! Sprawa najwyższej wagi państwowej!
- Huh?
- Masz wazelinę? - jego pytanie tak mnie zdziwiło, że aż usiadłem.
- Dlaczego mnie o to pytasz...
- Bo nikt inny mi nie chce pożyczyć, a Chen jest ciasny jak mój golf, kiedy się skurczył po praniu - wyjaśnił, nie oszczędzając mi tego szczegółu. Przejechałem ręką po włosach.
- Mam, ale nie taką, jaką... zapewne... zwykle używacie - powiedziałem, czując się niezręcznie. - Używam jej, kiedy mam spierzchnięte usta.
- Nada się - kiwnął głową, a ja wygrzebałem z szafki nocnej niewielkie pudełeczko. - Trochę mało, ale sobie poradzimy. Będziesz chciał to z powrotem?
- Baekhyun... Nie... Ugh.
- Tylko żartowałem - zaśmiał się. - Poza tym... - miał już wyjść, kiedy zawrócił i nachylił się nade mną, uważnie przyglądając się mojej twarzy. - Twoje usta wyglądają w porządku.
*
Po śniadaniu (o ile tak można nazwać posiłek spożywany o 13:30) wciąż nie czułem się najlepiej, więc snułem się bez celu po dormie. Łyknąłem wszystkie wzmacniające witaminy, jakie polecił mi Suho hyung, co trochę mnie otumaniło. Może nie powinienem brać ich wszystkich naraz? Zakręciło mi się w głowie i postanowiłem usiąść na kanapie. Właśnie gapiłem się pustym wzrokiem w telewizor, kiedy dosiadł się do mnie Luhan.
- Yah, wszystko w porządku? Wyglądasz słabo...
- Nic mi nie jest, hyung. To tylko lekkie przeziębienie - odparłem, wymuszając uśmiech. Luhan zmarszczył brwi, ale nic więcej nie mówił. W zupełnej ciszy oglądaliśmy jeden z ulubionych programów Kaia, jakąś bajkę dla dzieci. Zawsze zostawiał włączony telewizor i denerwował się, jak ktoś mu wyłączał.
- Ej, nie przełączajcie, ja oglądam! - gdy tylko sięgnąłem po pilota, żeby zmienić kanał na coś bardziej odpowiedniego dla dorosłych mężczyzn (to jest, wiadomości, nie myślcie o niczym innym!), Jongin wbiegł do pokoju. Wywróciłem oczami, wydając z siebie westchnienie.
- Aish, z tobą... Chyba nie powiesz nam, że widzisz przez ścianę?
- Może i widzę. Nie zmieniaj kanału, ja zaraz przyjdę - powiedział i w podskokach wrócił do czekającego na niego w sypialni Sehuna. Witaminy jednak podziałały i do wieczora czułem się zupełnie dobrze. Stwierdziłem, że mogę wykorzystać mój dobry humor i zrobić coś, co powinienem był zrobić już dawno temu. Zawołałem Baekhyuna do mojego pokoju i kazałem mu usiąść wygodnie.
- Baek, mam do ciebie pewną sprawę. Może najpierw zapytam.
- Zamieniam się w słuch - zakładając nogę na nogę, wbił we mnie przenikliwy, nieco maślany wzrok. Wziąłem głęboki oddech, starając się zabrzmieć jak najbardziej naturalnie.
- Czy uważasz, że potrafisz dobrze całować? - kiedy te słowa opuściły moje usta, stwierdziłem, że mogłem inaczej sformułować pytanie. Baekhyun uniósł brwi i uśmiechnął się nieznacznie.
- Hmm? A dlaczego miałoby cię to interesować? Myślałem, że...
- Tak! Nie o to mi chodziło... Ugh. Po prostu na moje oko trochę za bardzo...
- ...Co?
- Gdybyś tak używał mniej... śliny. Szczególnie na moim łóżku. Ale to nie znaczy, że jak się poprawisz, to dam ci przyzwolenie! - zastrzegłem, obserwując zmieniający się wyraz twarzy przyjaciela. - Baekhyun-ah, przepraszam. Mogłem to ująć bardziej delikatnie...
- Nie. I chyba masz rację... To dlatego Jongdae ostatnio chciał od razu przejść do rzeczy. To dlatego, że za bardzo się wczuwam i... - urwał, ocierając łzę z kącika oka. Nagle zrobiło mi się go żal.
- Oj, nie rozklejaj mi się tutaj. W końcu się nauczysz, a ja do tego czasu przeboleję...
- Naucz mnie - odezwał się nagle Baekhyun. Spojrzałem na niego, w głębi mając nadzieję, że się przesłyszałem. - Chanyeol-ah, proszę, naucz mnie całować. - powtórzył proszącym głosem.
- Nie możesz poćwiczyć z Chenem? Przecież ja nawet nie jestem, no wiesz, taki jak wy.
- I właśnie dlatego to ty powinieneś mnie uczyć! Twoje podejście to tego będzie czysto techniczne, a przecież o to nam chodzi. Nie mam zamiaru poniżać się przed kimś, kto mi obciąga na życzenie, dlatego Jongdae odpada.
- Szczerość to twoja mocna strona...
- Wiem, dziękuję. To jak, zgadzasz się?
- Byun Baekhyun. Tylko nie waż się tego nikomu rozpowiadać. Czysto techniczna sprawa, jasne?
- Jak słońce - rozpromienił się i ku mojemu zdumieniu, usiadł mi okrakiem na kolanach.
- Czy ty masz jakiś problem ze zrozumieniem pojęcia 'techniczna'? To nie obejmuje pakowania mi się na kolana! - chciałem go zrzucić, ale złapał się mojej koszuli, której wcale nie zamierzałem niszczyć.
- Tak mi wygodniej... - powiedział z niewinną miną, przysuwając się bliżej. - Zaczniesz już? Trochę mi się spieszy...
- Chowasz język i trzymasz usta zamknięte, póki ci nie pozwolę. I zero pośpiechu, bo mnie obślinisz.
- No wiesz... - mruknął urażony, ale posłusznie wykonał moje polecenie. Złapałem go w talii, żeby mi się nie wyślizgnął, po czym przytknąłem moje usta do jego. Pierwsze, co zauważyłem, i co mnie bardzo zaskoczyło, był fakt, że jak na chłopaka miał niewiarygodnie delikatne i aksamitne usta. Gdybym nie wiedział, kogo całuję, pomyliłbym go z dziewczyną. Baekhyun lekko rozchylił wargi, wciąż jednak pozostając w ustalonej pozycji. Zacząłem składać na nich subtelne, powolne pocałunki, żeby ten kretyn wreszcie skumał, w czym tkwi istota całowania. Było to całkiem przyjemne, o dziwo. Kiedy uznałem, że pokazałem mu wystarczająco dużo, odsunąłem się. Dopiero teraz odważyłem się otworzyć oczy i zobaczyłem, że mój uczeń ma je wciąż zamknięte. Jego policzki były mocno zaróżowione, co mnie trochę rozśmieszyło, bo to ja, 100% hetero Park Chanyeol, do tego doprowadziłem.
- Hej, Baek. Teraz twoja kolej. Pokaż, że nie poświęcam się na marne - potrząsnąłem nim lekko.
- Co...? Ach, tak... - wymamrotał, mrugając oczami. Zanim zdążyłem zaprotestować, ujął moją twarz w dłonie i zaczął całować. Spodziewałem się potoku śliny, bo widocznie za bardzo się wczuł, ale tak się nie stało. Baekhyun faktycznie starał się wykorzystać moją naukę i nie wpakował mi języka do ust z tą swoją agresywną pasją, jaką okazywał Chenowi. Pozwoliłem mu chwilę smakować moje usta, ale po chwili pogłębiłem pocałunek, co miało być ostatnim sprawdzianem. Usłyszałem westchnienie, które sprawiło, że nasze języki chwilowo się zetknęły. Poczułem dreszcz, odruchowo zaciskając ręce mocniej na jego talii. Musiałem to przyznać, Baekhyun cholernie szybko się uczył i był dobry. Za dobry.
- Wystarczy - powiedziałem i zestawiłem go z moich kolan, wstając. - Już ci nie jestem potrzebny, więc zmykaj do swojego chłopaka. I ani słowa - oparłem się o krzesło, łapiąc oddech. Baekhyun wyglądał na równie oszołomionego, ale i... szczęśliwego?
- Szkoda, bo wszyscy by mi zazdrościli - uśmiechnął się łobuzersko. - Wiesz, Chanyeol-ah... Twoje usta nie tylko WYGLĄDAJĄ w porządku. Nie myślałeś może o zmianie...
- NIE!
- Och, nie krzycz tak, bo ogłuchnę. To do następnego razu! - poklepał mnie po ramieniu i wyszedł, nie dając mi szansy na powiedzenie, że nie będzie żadnego 'następnego razu'. Niech sobie znajdzie innego geja, a nie męczy stuprocentowego samca alfa...


to co prawda L.Joe i Chunji z Teen Top
ale pasowało mi do SCENY
jak widać, Czanjol nie ma takich gejowskich zdjęć.
_____________________________________________________________________

Zmieniłam narrację, bo zauważyłam, że i tak przechodzę na czas przeszły. Nie wiem, czy lepiej się to czyta...
Wybacz, noonim, że nie ma twoich tekstów! xd naszła mnie wena na SCENĘ i stwierdziłam, że z tymi zabawnymi wypełniaczami wyjdzie za długo...
Kto jeszcze wierzy w 100% faceta, jakim jest Czanjol? Wspierajcie go w tej batalii przeciwko szerzącej się gejozie! xddd

~Mintaj

niedziela, 26 stycznia 2014

#Wyznania wkurwionego Chanyeola (part 2?)

Kiedy wychodzę już czysty i pachnący z łazienki, mam wrażenie, jakbym spędził w niej całą wieczność. Albo moi współlokatorzy naprawdę potrzebowali zaledwie godziny, żeby się powymieniać partnerami. Błagam, niech to nie będzie żadna seksualna gra, bo wtedy jeden nie ma pary, a ja muszę uważać z podnoszeniem mydła we wspólnym prysznicu... Idąc korytarzem próbuję się zorientować w nowej sytuacji. Luhan porzucił Sehuna na rzecz Xiumina i uroczo-wiewiórczo-sarniego miziania się na dywanie. Naprawdę, kiedyś dostanę przez nich cukrzycy. Sehun szybko znalazł pocieszenie w Jonginie, który chyba miał dość ciągłego narzekania Kyungsoo. Nasz niziutki, wielkooki przyjaciel potrafi mieć humory jak kobieta w ciąży, a Jongin tego nie rozumie, bo jest mentalnie na poziomie pięciolatka. W tym aspekcie pasuje do Sehuna. Właśnie odkrywają, co każdy ma w spodniach. Zaczynam się zastanawiać, gdzie w takim razie jest Kyungsoo. Odpowiedź przychodzi szybciej, niż sądziłem, i chyba będę miał traumę do końca życia. Otóż nasze maleństwo jest oporządzane przez wielkiego jak brzoza Krisa z wielkim jak brzoza... Ekhm. Mój Boże. Nie wiedziałem, że Yifan hyung jest pedofilem. Będę się musiał do tego związku długo przyzwyczajać... Pokój Tao jest zamknięty, nigdzie nie widzę Suho. Zaraz przypominają mi się słowa EXOmamy, że chciałby się nauczyć sztuk walki. Och, Tao z pewnością nauczy cię swoim kijem pożytecznych rzeczy. Słyszę, że dobrze wam idzie. W końcu Suho zawsze był ponętnym, to jest, pojętnym uczniem. W moim pokoju wita mnie głośne ciamkanie Baekhyuna i Chena, którzy postanowili urządzić sobie festiwal wydzielin.
- Chłopaki... Czemu na moim łóżku... - mamroczę z miną cierpiętnika. Po kilku powtórzeniach wreszcie odklejają się od siebie i wychodzą, zapewniając mnie, że to przecież nic takiego. Nie, oczywiście. Uwielbiam lepkość waszej śliny na mojej poduszce. Czasem mam ochotę nauczyć Baekhyuna całować, bo kiedy to robi, przypomina takiego buldoga, któremu ślina cieknie z pyska. Muszę zjeść śniadanie. Smacznego...
Gdy w spokoju jem muesli, przeprowadzam małą kalkulację i stwierdzam, że teraz muszę uważać na Laya. Chociaż, z jedenastu złego, nawet się cieszę, że to na niego wypadło. Jako mój dobry przyjaciel, z którym często komponuję i gram na gitarze, raczej nie będzie się do mnie podwalał i w razie czego zadowoli się ręką. Mówienie o tym powinno być dla mnie krępujące, ale idzie się przyzwyczaić, kiedy masz to na porządku dziennym... O wilku mowa, właśnie wchodzi do kuchni i zastyga przed lodówką, próbując sobie przypomnieć, po co właściwie tu przyszedł. Chrząkam nieznacznie, żeby przykuć jego uwagę.
- Och... Śniadanie... Właśnie - spogląda na mnie sennym wzrokiem i zanurza głowę w czeluściach lodówki. Po minucie wyciągam go razem z czymś do jedzenia, biedaczyna zasnął z nosem w kimchi.
- Aigoo, jesteś cały brudny - biorę nawilżaną chusteczkę i ocieram mu twarz, a potem wkładam w jedną rękę łyżkę, a w drugą kubek kawy. - Postaraj się obudzić! - mówię i wracam do pokoju pakować torbę na trening. Dzisiaj będziemy ćwiczyć nowy układ, a ja nie jestem mistrzem tańca, więc wyczuwam, że będzie ciężko.
 Na naszej sali do ćwiczeń jest istna Syberia, więc musimy tańczyć w puchowych kurtkach. To już przesądzone, że spocę się jak wieprz i będę musiał skorzystać z otwartych pryszniców. Dodatkowo chyba coś mi przeskoczyło w kciuku, kiedy ćwiczyliśmy akrobacje... Gdy już zrzucam ubrania, wchodzę niepewnie do pomieszczenia, nie wiedząc, czego mam się spodziewać za obłokami pary. Na szczęście nie zrobili sobie orgii i mogę umyć się w ciszy. Próbuję otworzyć butelkę z żelem pod prysznic, ale kciuk mnie napierdala jak stąd do Demokratycznej Republiki Konga. Nagle czuję czyjąś rękę na moim... RAMIENIU, o dzięki ci, Boże.
- Chanyeol-ah? Pomóc ci z tym? - odwracam się i muszę spojrzeć w dół, żeby namierzyć oczy Kyungsoo. Przy okazji namierzam też inną część ciała, ale szybko wracam do czekoladowych paczadeł.
- Nie zaszkodziłoby... Coś sobie zrobiłem w palec - pokazałem i zrobiłem smutną minę. Ponoć wyglądam wtedy szczególnie nieatrakcyjnie, co w takich nago-prysznicowych sytuacjach działa na moją korzyść.
- Zawsze dajesz z siebie 110%, to jest godne podziwu. Ale uważaj na siebie... Naprawdę aż tak boli? - zapytał, otwierając mi butelkę. Wyglądał, jakby zastanawiał się, czy ma mi ją dać, czy może mnie wyręczyć w aplikacji żelu na całej powierzchni mojego ciała. Uprzedziłem go, zabierając, co moje.
- Jak cholera, ale jestem w stanie sam się umyć - wyjaśniłem i miałem zamiar wreszcie zacząć tę czynność, kiedy poczułem usta Kyungsoo, delikatnie obejmujące mój bolący palec. Zrobiło mi się gorąco, ale o dziwo, ból zrobił się jakby mniejszy.
- Teraz powinno być lepiej, to prawie jak gorący okład - powiedział z niewinną miną. Kiwnąłem tylko głową i szybko dokończyłem swój prysznic. Gdy nocą udaliśmy się z powrotem do dormu, zamknąłem się w pokoju na cztery spusty. Jakoś tak miałem złe przeczucia od chwili, gdy mój palec znalazł się w ustach tego wielkookiego szczeniaka. O nie, nie zrobicie ze mnie geja. Po moim trupie!

 dodatek specjalny od Czanjola
much gay
wow
much pedophile
wow
*Chanyeol le dogue* 

________________________________________________________________

Nie wiem, czy wyszło dłużej, czy krócej, w porównaniu z 1-szą częścią... Ale dzisiaj mnie tak (wreszcie!) naszło i napisałam ^^ Aż jestem z siebie dumna, że mi się udało, tak dawno nie pisałam... Omona, omona, omona ;D

~Mintaj

czwartek, 23 stycznia 2014

#Wyznania wkurwionego Chanyeola (part 1?)


*perspektywa Czanjola

- Mieszkam w dormie z całą resztą zespołu i managerem. Razem 13 osób plus niekiedy staff z ekipy filmowej czy jacyś seonbaenims z wytwórni. Tłoczno, trzeba to przyznać. Ale zdarza się, że 'starsi' sobie gdzieś idą i jesteśmy w dormie tylko my, EXO. I uwierzcie mi, kiedy jesteś stuprocentowym hetero, trudno ci wytrzymać z jedenastką ślicznych chłopców, którzy nieustannie się gejaszą po kątach!

Przykład z dzisiaj, wstaję, bo budzi mnie podejrzane stukanie. Już miałem chwytać za miotłę i walić komuś z góry (ewentualnie z dołu), żeby się przyciszył, ale wtedy zdałem sobie sprawę, że to się dzieje u nas za ścianą. Zaraz, kto mieszka obok mnie... To musi być stukanie łóżka w pokoju Xiumina. Widocznie Chen rżnie go z taką siłą, że aż łóżko lata w tę i z powrotem. Z regularnym stukiem lądując na mojej ścianie. Poranek, migrena na cały dzień jak nic.

Woda w mojej szklance skończyła się tudzież wyparowała - strasznie tu mamy gorąco - więc muszę ruszyć tyłek do części salonowo-kuchennej, niestety nie mamy osobnej kuchni. Pędzę do salonu i równie szybko z niego wychodzę, bo Kris grzmoci się z Tao na kanapie. Ból głowy pogarsza się przez zawodzące jęki tego małego, ach do jasnej ciasnej! Kris zawsze ma w szafce leki przeciwbólowe, ale teraz nie będę mu przeszkadzał, chyba szczytuje.

Bardzo niepocieszony, ale wreszcie ze świeżą wodą, udaję się do łazienki w celu porannej toalety. Zazwyczaj kładę szklankę na brzegu umywalki i się myję, popijając moje pyszne bąbelki - lubię gazowaną. Drzwi zamknięte, przysuwam zaciekawiony ucho do cienkiej warstwy drewna i (oczywiście, czego innego się mogłem spodziewać) słyszę pełne upojenia i rozkoszy westchnienia. Pewnie Luhan robi Sehunowi dobrze. Tylko, na Boga, czemu w łazience? Inaczej, czemu w kiblu? Wiem, że może wygodnie jest usiąść z rozkraczonymi nogami na klapie i obserwować różową głowę Luhana (o nie, wizualizacje, teraz będą mi się śniły koszmary), ale moi drodzy kumple, prawda taka, że ja tam SRAM! Czy to was ani trochę nie obrzydza?

dodatek specjalny od Czanjola: gdybym był gejem, to nawet bardzo napalony, nie chciałbym komuś obciągać na klopie

Staram się nie załamywać, w końcu taki piękny nowy dzień, i ruszam dziarsko do drugiej łazienki, a raczej okropnie ciasnej klitki metr na metr, w której jest tylko toaleta i umywalka z brudnym lustrem. Odkąd tu zamieszkaliśmy, jest regularnie upaćkiwane białą substancją, mam nadzieję, że to jednak pasta - to ja jestem oddelegowany do mycia luster w naszym dormie. Idąc tam mijam Kaia i Kyungsoo (D.O), którzy się liżą na szerokim fotelu. Normalnie Kaisoo pełną parą. Zawsze mnie fascynuje, jak mogą mieć tak idealnie przymknięte oczy i trafiać ustami we właściwe punkty na swoich ustach czy szyjach, jednocześnie trafiając rękami w te bardziej... strategiczne punkty na ciele. Nie wiem, czy to moja wyobraźnia, ale Kai wydaje się mieć naprawdę dużą rękę. I mocny uścisk dłoni. Uch, prawie wylałem wodę. Ale widocznie D.O takie maltretowanie krocza sprawia radochę. Ała.

Mijam lustro w przedpokoju, to niezapaćkane, i z wściekłością zauważam, że moje policzki płoną. Rumienię się i to nie wygląda uroczo, ani trochę! Wyglądam, jakbym był jeszcze nietrzeźwy, albo już od rana najebany tanim winem, od którego zwykle mnie tak wywala na twarzy.

- Chanyeol-ah? Piłeś coś? - zapytał mnie łamanym koreańskim Lay. Gdyby nie to, że jest Chińczykiem i z samego rana jeszcze nie umie się przestawić na obowiązkowy tutaj (ćwiczenie zalecone przez wytwórnię) język, stwierdziłbym, że to on jest nawiany. Chwiejnym krokiem, z bardzo potarganą głową i podartą(?) koszulką przetacza się do - tak, zgadliście!- mojej łazienki. Zwykle mu wybaczam, bo jest starszy i, jak już wspominałem, jest z Chin, ale dzisiaj mam w dupie jego ból dupy i z warknięciem godnym wilka (ten nasz nowy image naprawdę ma wpływ na naszą psychikę...) łapię go za kołnierz i niemal dosłownie wrzucam z powrotem do pokoju. Niech się skarży na swoje dolegliwości Suho hyungowi, bo nie mam zamiaru znów czekać na wolną łazienkę, bo szanownemu liderowi nie chciało się wczoraj użyć wazeliny. Z miną zwycięzcy, wkraczam do łazienki i profilaktycznie zamykam drzwi na zasuwę.

dodatek specjalny od Czanjola: Laya boli dupa, bo Suho nie przewidział, że będzie tak ciasno



______________________________________________________________

co było ze mną nie tak, kiedy to pisałam xd ale trzeba przyznać, miejscami boki zrywać (a papież Siwon ma pełne ręce roboty z błogosławieniem mej duszy nieczystej HE)
może napiszę kolejną część ;D sama jestem ciekawa, jakie przygody będzie miał nasz bohater ^^

~Mintaj