poniedziałek, 10 lutego 2014

#Wyznania wkurwionego Chanyeola (part 4?)

O północy dostałem smsa.

Od: Baekhyun
Nie zdążyłem spytać... I jak całuję? ;)

Zakrztusiłem się moją wodą gazowaną i musiałem chwilę odsapnąć, zanim mu odpisałem. Zgodnie z prawdą, oczywiście.

Do: Baekhyun
Jak baba.

Następnego dnia staraliśmy się z Baekhyunem unikać siebie nawzajem. Nie czułem się jakoś szczególnie niezręcznie, ale obawiałem się, że jemu może się zachcieć o tym porozmawiać, a u nas panuje brzydki zwyczaj podsłuchiwania. Obiecał, że nikomu nie piśnie ani słówka, ale mimo wszystko nie mogłem oprzeć się wrażeniu, że Suho hyung patrzy na mnie osądzającym wzrokiem. Wstrzymałem oddech, kiedy podszedł do mnie z założonymi rękami i powiedział:
- Wiem, co zrobiłeś.
- T-tak? A co takiego... zrobiłem? - wyjąkałem, gotów wszystkiego się wyprzeć, a potem znaleźć tę zdradziecką siksę Baeka i obedrzeć go ze skóry.
- Przyznaj, pokłóciłeś się z Yixingiem - zmarszczył brwi, a ja powtórzyłem ten gest.
- O czym ty mówisz? Ostatnio nawet z nim nie rozmawiałem...
- Jeśli to prawda, jak wytłumaczysz fakt, że zniknął nad ranem bez słowa?
- Kto zniknął? Yixing gege? - z kuchni wyłoniła się głowa Tao. Wspominałem już o podsłuchiwaniu, czy jeszcze nie?
- Rzeczywiście, nie widziałem go dzisiaj... - przyznałem, intensywnie myśląc o możliwych przyczynach tak osobliwego zachowania naszego kumpla. - Ale przysięgam, to nie moja wina. Hyung, naprawdę...
- No dobrze, wierzę ci. Masz jakiś pomysł, co możemy z tym zrobić?
- Chłopaki... W zasadzie, to na lodówce była taka kartka, ale myślałem, że to jakiś śmieć i ją wyrzuciłem... - wymamrotał Tao, pocierając sobie nerwowo kark. Postanowiłem, że później się na niego zezłoszczę. W akcie poświęcenia zanurkowałem ręką w śmietniku i wyciągnąłem kartkę. Jak się spodziewaliśmy, była to wiadomość zostawiona przez Laya.
POSZEDŁEM SZUKAĆ KAPCI.
- Czekaj, co? Jakich kapci... - Suho złapał karteczkę pincetą i przyjrzał się krzywemu napisowi. - Matko i córko, ale on bazgrze.
- Pokażcie mi to, ja się rozczytam! - do pomieszczenia wpadł Luhan, krusząc wokoło ciastkami. Przykro mi, fanki księcia z bajki Luhana. Wasz książę je jak świnia. - Albo i nie... Jak długo ta karteczka leżała w morzu ketchupu?
- Od śniadania - wyjaśnił Tao, robiąc się coraz mniejszy z zażenowania. Suho poklepał go po ramieniu, próbując dodać mu otuchy.
- KEURISEUUU - zawył słodkim głosem Luhan. Ten to potrafi ściągnąć czyjąś uwagę. Po chwili do i tak zatłoczonej już kuchni wszedł Yifan, niosąc na plecach grupowego hobbita, to jest Kyungsoo.
- Czy to jest podpaska - zapytał, nie zbliżając się do upapranej ketchupem karteczki na odległość bliższą, niż metr. Cóż, rozumiem go, w końcu ostatnio jakaś psychofanka przysłała nam jedną, no ale... Hyung, błagam cię. Kwadratowe, małe i nie ma skrzydełek = nie podpaska. Czuję się źle z faktem, że posiadam taką wiedzę, chociaż to było trochę nieuniknione, skoro mam siostrę.
- Nie, to Yixing zostawił... - zaczął Luhan, ale Galaxy hyung przerwał mu z przerażoną miną.
- TO YIXING JEST DZIEWCZYNĄ?
- Opanuj się, to zwykła kartka. Pobrudzona ketchupem. Poliż, jak nie wierzysz - odezwał się Sehun, który chyba umie się teleportować. Nie było go tu wcześniej...
- A..haa... A co jest nie tak z tą kartką?
- Coś na niej pisze! - zauważył Jongin, wciskając głowę między mnie, a Tao. Chyba już dostał smsa od Sehuna.
- Jest napisane - poprawił go Kyungsoo, okazując swoją wyższość. Niech korzysta, zaraz jego chłopakowi coś strzeli w krzyżu i się skończy darmowa lektyka.
- Hyung, podnieś ją do światła - stojący z tyłu (bo w kuchni już nie było miejsca xd) Minseok hyung zabrał głos. Przepchnęliśmy go do przodu, żeby mógł przypatrzeć się wiadomości od Yixinga, którą trzymał pincetą Suho. Po minucie ciszy obrócił się do nas. Minę miał nietęgą.
- Umin-ah, co jest? - zmartwił się Luhan. Minseok pokręcił głową i westchnął.
- On się po prostu pcha po nagrodę Darwina. Wcale nie poszedł szukać kapci. Literówka. Yxing poszedł szukać babci.
- Jakiej babci? - zdziwił się Tao. Nagle Baekhyun uderzył się otwartą dłonią w czoło.
- Mojej babci. Ten kretyn naprawdę poszedł szukać domu mojej babci! Kiedy on nawet nie ma pojęcia, gdzie to jest!
- Dzwońcie do niego! - zarządziłem, wyciągając mój telefon. - Ale nie wszyscy naraz... - jęknąłem, obserwując moich kumpli, wyraźnie zdenerwowanych zajętą linią. - Dobra, inaczej. Ja będę do niego dzwonić, a reszta spróbuje namierzyć go przez GPS. Cicho! Odebrał.
- Hej Chanyeol...
- CZY TY... chociaż wiesz, gdzie teraz jesteś? - powstrzymałem się od wybuchu, nie chcąc zabrzmieć jak zazdrosna, jędzowata żona. W słuchawce zapanowała cisza, jakby mój rozmówca się nad czymś zastanawiał.
- Właśnie... chyba... nie wiem...
- Jak miałeś zamiar znaleźć dom babci Baekhyuna, skoro nie znasz adresu?
- Zapomniałem o tym... Przypominało mi się, jak już wyjechałem z miasta...
- Zaczekaj. Wyjechałeś z miasta? W którą stronę? Nazwa miejscowości? - zaczynały puszczać mi nerwy. Nieodpowiedzialność mojego przyjaciela przekraczała wszelkie wyobrażenia.
- Nie wiem, zasnąłem w autobusie... Jest tutaj taka mała restauracja, ale pracują tutaj sami Japończycy, a ja po japońsku umiem tylko zamówić jedzenie...
- Słuchajcie, jest ok, przynajmniej nie umrze z głodu i nie zamarznie! - krzyknąłem do reszty, która przysłuchiwała się rozmowie. - Dobrze, hyung. Nie ruszaj się stamtąd i włącz GPS w telefonie, znajdziemy cię.
- Okej... Ooo, arigato gozaimasu... Itadakimasu! - powiedział, zapewne do kelnera, a potem się rozłączył.
- Mam świetną wiadomość, znalazłem go - Jongdae podetknął mi pod nos komórkę. - Nawet nie chcecie wiedzieć, jak daleko stąd go wywiało.
- Pojadę i go przywiozę - zaoferowałem się, zakładając już kurtkę.
- Jadę z tobą - usłyszałem głos Kyungsoo. Zeskoczył z pleców Yifana i nie czekając na moją zgodę, zaczął się ubierać.
- Ja też - oznajmił głosem nieznoszącym sprzeciwu Baekhyun. Posłałem mu pytające spojrzenie.
- Lepiej będzie, jak pojedziecie we trójkę. W razie, jakby Yixing jednak się ruszył z miejsca i trzeba by było go szukać - zauważył Suho, kierując swoje słowa do najbardziej przeciwnych temu planowi osób.
- Tak, masz rację... - mruknęli Chen z Krisem, niezadowoleni z faktu, że tymczasowo zabieram im chłopaków.

W samochodzie moi współpasażerowie szczęśliwie posnęli na tylnym siedzeniu, więc miałem spokój podczas jazdy. Z ulgą odkryłem, że Yixing jednak nie opuścił tej restauracji. Rozpromienił się na nasz widok.
- Przyjechaliście po mnie!
- WIĘCEJ MASZ TAK NIE ROBIĆ! AISH! - zabulgotał Kyungsoo, okładając go pięściami po plecach.
- No nie będęęę, ałaaaa ;_;
- Kyungsoo-yah, zostaw go już... Też się dzisiaj namęczył. Yah, hyung. Jeśli aż tak ci zależy, mogę następnym razem zabrać cię na wizytę do mojej babci. Ale pojedziesz ze mną, a nie sam - obiecał Baekhyun, wcielając się w rolę dobrego wujka. Ja zostałem rozsądnym wujkiem i po zapłaceniu rachunku zapakowałem ich wszystkich do samochodu, bezpiecznie odwożąc do domu. Po drodze nasłuchałem się opowieści Yixinga o szczegółach jego podróży, cytuję: 'I była tam taka dziwna toaleta, że musiałem sikać z takiego jakby podestu, a potem jeszcze chyba się nie zamknąłem i mi weszła jakaś kobieta, ale na szczęście było już PO'. Postanowiłem zaparkować na podziemnym parkingu, bo zanosiło się na śnieg. Wykręcałem jeszcze kołami, żeby wyrównać, kiedy zniecierpliwiony Baekhyun opuścił samochód, mamrocząc coś o jakiejś dramie, która mu się zaczyna.
- Drama? Omo - pisnął Kyungsoo, wybiegając za Baekhyunem. Zostałem sam ze śpiącym Yixingiem i krzywo zaparkowanym wozem. Kiedy stwierdziłem, że jest już w miarę przyzwoicie, odpiąłem pas i zacząłem budzić mojego przyjaciela.
- Już jesteśmy...?
- Tak, zbudź się. Nie mam zamiaru cię nieść. Zjadłeś chyba wszystko, co mieli w tej restauracji...
- Spoko... - powolnym ruchem odpiął swój pas i wytoczył się z siedzenia. Przytrzymałem mu nawet drzwi, bo wyglądał, jakby zaraz miał paść na podłogę. On się bardzo powoli budzi.
- Już kontaktujemy? To idź na górę i zamelduj się u reszty, że dotarłeś bezpiecznie. I przeproś ich za robienie zamętu - zmierzwiłem mu włosy z uśmiechem. Odwzajemnił go i pokiwał głową, a potem znienacka cmoknął mnie w policzek. - Nie miałem pomysłu, jak inaczej ci podziękować za ratunek... - utkwił wzrok w podłodze, przygryzając wargę. Chrząknąłem nieznacznie, chcąc przerwać ciszę.
- Nic nie... ech. Wszystko mi jedno - powiedziałem wymownie. Yixing znów przytaknął, a potem poszedł już do windy. Usiadłem na masce samochodu, zapominając już, co właściwie chciałem przy nim zrobić. Sam nie wiedziałem, czemu tak reaguję na zwykły, drobny gest podziękowania od kumpla. Nagle przeszyła mnie myśl, że jeszcze kilka takich epizodów, a trudno będzie mi się przedstawiać jako Chłopiec, Który Przeżył...w Sami Wiecie Czym. Powinienem znaleźć sobie dziewczynę...


_________________________________________________________________

Hm, jednak nie musieliście aż tak długo czekać... xd
Noonim, doczekałaś się toaletowej przygody! xd dzięki za inspirację, LAYĘ z tego hahahah
a Bangpire Diaries następne w kolejce

~Mintaj

niedziela, 9 lutego 2014

The Bangpire Diaries_Preview

9.02.1961
wieczór
Dzisiaj uświadomiłem sobie, że nie pamiętam już, jak smakuje mleko. Wbrew pozorom, wampiry mogą jeść i pić jak zwykli ludzie. Z tym wyjątkiem, że to nas w ogóle nie zaspokaja. Mamy trochę... inny rodzaj głodu. Nie mniej jednak wiele wampirów wciąż potrafi się cieszyć smakiem ulubionych potraw nawet po przemianie. To pozwala pamiętać im o swoim człowieczeństwie. Zgadza się - wampiry są ludźmi. Tylko mamy bardziej wyostrzone zmysły, jesteśmy nieprawdopodobnie szybcy, silni,  w większości inteligentni (nie mogłem sobie odmówić tej uwagi), nie starzejemy się, trudno nas zabić, mamy też specjalne zdolności i żywimy się krwią. Drobne różnice, nieprawdaż? Mogę bez problemu wyjść na ulicę, a ludzie wezmą mnie za zwykłego ucznia. Wbrew pozorom, wampiry też mogą chodzić do szkoły. Trzydzieści lat temu wyśmiałem dyrektora Bangpire Academy, kiedy zaproponował mi zostanie jednym z jej pierwszych absolwentów. Ukrywałem się wówczas w niewielkim pensjonacie w Szkocji, gdzie pokojówki nie zadawały pytań i pozwalały mi się karmić, kiedy tylko miałem ochotę. Co prawda dość często musiałem je hipnotyzować, ale kilka z nich było mną tak zafascynowane, że oddawały mi się dobrowolnie. Trafiłem tam w dość beznadziejnym momencie - w okolicy było już kilka wampirów, na tyle nieostrożnych, że ludzie się o nich dowiedzieli. Wiedziałem, że są nowi. Sposób, w jaki zabijali świadczył o niepohamowanym głodzie, jaki trawi wampira przez pierwsze miesiące od przemiany. Można nad tym zapanować (i było to pierwszą rzeczą, jaką nauczyłem się w akademii), jednak wymaga to silnej woli i innych czynników, jak na przykład izolacji od źródła pokusy. Niewykonalne w sporych rozmiarów wiosce. Kiedy zebrał się komitet do walki przeciwko wampirom, a mieszkańców zaczęto wyposażać w zaostrzone kołki i inne tego typu przyjemności, zdałem sobie sprawę, że nie mogę już polować. Co gorsza, musiałem szybko nauczyć się żywić małymi ilościami krwi, żeby przypadkowo nie zabić którejś z pokojówek. Byłem już ponad pół roku na takiej diecie, właśnie wtedy do pensjonatu przybył profesor Shin. Pewnego wieczoru zaprosił mnie do swojego pokoju, gdzie prosto z mostu wyjawił mi, że wie, kim jestem. Wtedy też powiedział mi o swoim planie stworzenia szkoły, w której mógłby uczyć wampiry funkcjonowania w normalnym świecie, a także wykorzystywania ich zdolności. Żeby zminimalizować ryzyko zdemaskowania (nie wierzyłem w powodzenie szkoły, której uczniowie się nie starzeją), siedziba akademii miałaby być co kilka lat przenoszona w inne miejsce, dość odludne. Obecnie Bangpire Academy mieści się w opuszczonym budynku niedaleko centrum Seulu, co może nie jest zbytnio rozsądne, ale dyrektor ma do nas duże zaufanie. W każdym razie, tamtego wieczoru nie dałem mu skończyć i wyszedłem, po raz pierwszy od miesięcy opuszczając pensjonat. Nie chciałem kontynuować tej rozmowy, a profesor Shin jest typem, który bez pardonu potrafi wejść komuś do sypialni. To miała być tylko przechadzka, ale nie minęło nawet pięć minut, kiedy poczułem krew. Woń dobiegała zza małej piekarni, więc zakradłem się za róg i zobaczyłem jednego z wyżej wspomnianych wampirów, nachylającego się nad rozszarpanym od ugryzienia gardłem młodej kobiety. Znałem ją, wiele razy podrzucała mi ciepłe bułeczki i mleko, za które byłem szczerze wdzięczny. W przypływie wściekłości rzuciłem się na niego, ale byłem znacznie słabszy. Podczas gdy on musiał zaspokajać się codziennie z nadmiarem, ja pozwalałem sobie na jedynie kilka kropel. W pewnym momencie leżałem pod nim i czułem, jak moje serce jest powoli wyrywane. Prawie pożegnałem się ze światem, kiedy wampir zastygł. Ostrożnym ruchem wyjął rękę z mojej piersi, po czym ugodził w swoją... pozbawiając się serca. Patrzyłem na tę scenę z niedowierzaniem. Nie zauważyłem nawet, kiedy czyjeś silne ręce postawiły mnie na nogi i otuliły kocem. Moim wybawcą okazał się nie kto inny, jak profesor Shin. Zapytał mnie, czy wiedziałem, że wampiry potrafią wpłynąć na inne wampiry. Nie miałem pojęcia. Ale bardzo chciałem się tego nauczyć. Spakowałem rzeczy i wyruszyłem z nim z powrotem do Korei Południowej, gdzie poznałem grupkę innych wampirów, również zainteresowanych... dalszym rozwojem. Opowiedziałbym o nich, ale po pierwsze - nie lubię pisać pamiętników, a po drugie - miało być o mleku. Tak, od tamtego incydentu ze śmiercią mojej przyjaciółki ani razu go nie tknąłem. Poza tym, wypełnianie mojego obowiązku szkolnego (czyli radzenie sobie z niebezpiecznymi wampirami i ludźmi... w skrócie) zapewnia mi litry tego, co lubię najbardziej. Mam w tej szkole reputację... Mleko jest dla lamusów.

Yoongi.
tak przeglądałam tumblra i mnie zainspirował ten obrazek ;D
(jak za mały, to kliknijcie na niego, powiększy się ;D)

~Mintaj

wtorek, 4 lutego 2014

#Wyznania wkurwionego Chanyeola (part 3?)

Przez całą noc było mi okropnie gorąco, więc spałem przy otwartym oknie, co jakiś czas wstając i spacerując w samym dole od piżamy w tę i z powrotem. Oddychałem głęboko, by mroźne powietrze wypełniło mnie, wyganiając wszelkie niechciane myśli, jakie mnożyły się w mojej głowie. To raczej nie był dobry pomysł, bo kiedy rano się obudziłem, czułem się dziwnie. W dodatku cały trząsłem się z zimna. Wyszedłem z łóżka tylko po to, by zamknąć okno, podkręcić grzejnik i wrócić pod kołdrę. Moi współlokatorzy byli sobą zajęci, więc mogłem w spokoju zasnąć ponownie, nie obawiając się, że któryś zacznie walić w drzwi i zmuszać mnie do opuszczenia (już) ciepłej pierzyny. Poza tym, mamy dzisiaj wolne.
- Chanyeol-ah! Otwórz! - mimo wszystko byłem wdzięczny, że wytrzymali beze mnie do południa.
- Nie wygłupiaj się, Baekhyun. Przecież masz zapasowy klucz - odpowiedziałem lekko zachrypniętym głosem, ani myśląc ruszać się z miejsca.
- Aish, nie mam tyle czasu! - usłyszałem zniecierpliwienie w jego głosie. Jednak moje łóżko wciąż było bardziej przekonujące.
- To szkoda. Dobranoc! - nakryłem się kołdrą po uszy. Niedługo potem usłyszałem szczęk zamka, a do pokoju wpadł mój przyjaciel.
- Park Chanyeol! Sprawa najwyższej wagi państwowej!
- Huh?
- Masz wazelinę? - jego pytanie tak mnie zdziwiło, że aż usiadłem.
- Dlaczego mnie o to pytasz...
- Bo nikt inny mi nie chce pożyczyć, a Chen jest ciasny jak mój golf, kiedy się skurczył po praniu - wyjaśnił, nie oszczędzając mi tego szczegółu. Przejechałem ręką po włosach.
- Mam, ale nie taką, jaką... zapewne... zwykle używacie - powiedziałem, czując się niezręcznie. - Używam jej, kiedy mam spierzchnięte usta.
- Nada się - kiwnął głową, a ja wygrzebałem z szafki nocnej niewielkie pudełeczko. - Trochę mało, ale sobie poradzimy. Będziesz chciał to z powrotem?
- Baekhyun... Nie... Ugh.
- Tylko żartowałem - zaśmiał się. - Poza tym... - miał już wyjść, kiedy zawrócił i nachylił się nade mną, uważnie przyglądając się mojej twarzy. - Twoje usta wyglądają w porządku.
*
Po śniadaniu (o ile tak można nazwać posiłek spożywany o 13:30) wciąż nie czułem się najlepiej, więc snułem się bez celu po dormie. Łyknąłem wszystkie wzmacniające witaminy, jakie polecił mi Suho hyung, co trochę mnie otumaniło. Może nie powinienem brać ich wszystkich naraz? Zakręciło mi się w głowie i postanowiłem usiąść na kanapie. Właśnie gapiłem się pustym wzrokiem w telewizor, kiedy dosiadł się do mnie Luhan.
- Yah, wszystko w porządku? Wyglądasz słabo...
- Nic mi nie jest, hyung. To tylko lekkie przeziębienie - odparłem, wymuszając uśmiech. Luhan zmarszczył brwi, ale nic więcej nie mówił. W zupełnej ciszy oglądaliśmy jeden z ulubionych programów Kaia, jakąś bajkę dla dzieci. Zawsze zostawiał włączony telewizor i denerwował się, jak ktoś mu wyłączał.
- Ej, nie przełączajcie, ja oglądam! - gdy tylko sięgnąłem po pilota, żeby zmienić kanał na coś bardziej odpowiedniego dla dorosłych mężczyzn (to jest, wiadomości, nie myślcie o niczym innym!), Jongin wbiegł do pokoju. Wywróciłem oczami, wydając z siebie westchnienie.
- Aish, z tobą... Chyba nie powiesz nam, że widzisz przez ścianę?
- Może i widzę. Nie zmieniaj kanału, ja zaraz przyjdę - powiedział i w podskokach wrócił do czekającego na niego w sypialni Sehuna. Witaminy jednak podziałały i do wieczora czułem się zupełnie dobrze. Stwierdziłem, że mogę wykorzystać mój dobry humor i zrobić coś, co powinienem był zrobić już dawno temu. Zawołałem Baekhyuna do mojego pokoju i kazałem mu usiąść wygodnie.
- Baek, mam do ciebie pewną sprawę. Może najpierw zapytam.
- Zamieniam się w słuch - zakładając nogę na nogę, wbił we mnie przenikliwy, nieco maślany wzrok. Wziąłem głęboki oddech, starając się zabrzmieć jak najbardziej naturalnie.
- Czy uważasz, że potrafisz dobrze całować? - kiedy te słowa opuściły moje usta, stwierdziłem, że mogłem inaczej sformułować pytanie. Baekhyun uniósł brwi i uśmiechnął się nieznacznie.
- Hmm? A dlaczego miałoby cię to interesować? Myślałem, że...
- Tak! Nie o to mi chodziło... Ugh. Po prostu na moje oko trochę za bardzo...
- ...Co?
- Gdybyś tak używał mniej... śliny. Szczególnie na moim łóżku. Ale to nie znaczy, że jak się poprawisz, to dam ci przyzwolenie! - zastrzegłem, obserwując zmieniający się wyraz twarzy przyjaciela. - Baekhyun-ah, przepraszam. Mogłem to ująć bardziej delikatnie...
- Nie. I chyba masz rację... To dlatego Jongdae ostatnio chciał od razu przejść do rzeczy. To dlatego, że za bardzo się wczuwam i... - urwał, ocierając łzę z kącika oka. Nagle zrobiło mi się go żal.
- Oj, nie rozklejaj mi się tutaj. W końcu się nauczysz, a ja do tego czasu przeboleję...
- Naucz mnie - odezwał się nagle Baekhyun. Spojrzałem na niego, w głębi mając nadzieję, że się przesłyszałem. - Chanyeol-ah, proszę, naucz mnie całować. - powtórzył proszącym głosem.
- Nie możesz poćwiczyć z Chenem? Przecież ja nawet nie jestem, no wiesz, taki jak wy.
- I właśnie dlatego to ty powinieneś mnie uczyć! Twoje podejście to tego będzie czysto techniczne, a przecież o to nam chodzi. Nie mam zamiaru poniżać się przed kimś, kto mi obciąga na życzenie, dlatego Jongdae odpada.
- Szczerość to twoja mocna strona...
- Wiem, dziękuję. To jak, zgadzasz się?
- Byun Baekhyun. Tylko nie waż się tego nikomu rozpowiadać. Czysto techniczna sprawa, jasne?
- Jak słońce - rozpromienił się i ku mojemu zdumieniu, usiadł mi okrakiem na kolanach.
- Czy ty masz jakiś problem ze zrozumieniem pojęcia 'techniczna'? To nie obejmuje pakowania mi się na kolana! - chciałem go zrzucić, ale złapał się mojej koszuli, której wcale nie zamierzałem niszczyć.
- Tak mi wygodniej... - powiedział z niewinną miną, przysuwając się bliżej. - Zaczniesz już? Trochę mi się spieszy...
- Chowasz język i trzymasz usta zamknięte, póki ci nie pozwolę. I zero pośpiechu, bo mnie obślinisz.
- No wiesz... - mruknął urażony, ale posłusznie wykonał moje polecenie. Złapałem go w talii, żeby mi się nie wyślizgnął, po czym przytknąłem moje usta do jego. Pierwsze, co zauważyłem, i co mnie bardzo zaskoczyło, był fakt, że jak na chłopaka miał niewiarygodnie delikatne i aksamitne usta. Gdybym nie wiedział, kogo całuję, pomyliłbym go z dziewczyną. Baekhyun lekko rozchylił wargi, wciąż jednak pozostając w ustalonej pozycji. Zacząłem składać na nich subtelne, powolne pocałunki, żeby ten kretyn wreszcie skumał, w czym tkwi istota całowania. Było to całkiem przyjemne, o dziwo. Kiedy uznałem, że pokazałem mu wystarczająco dużo, odsunąłem się. Dopiero teraz odważyłem się otworzyć oczy i zobaczyłem, że mój uczeń ma je wciąż zamknięte. Jego policzki były mocno zaróżowione, co mnie trochę rozśmieszyło, bo to ja, 100% hetero Park Chanyeol, do tego doprowadziłem.
- Hej, Baek. Teraz twoja kolej. Pokaż, że nie poświęcam się na marne - potrząsnąłem nim lekko.
- Co...? Ach, tak... - wymamrotał, mrugając oczami. Zanim zdążyłem zaprotestować, ujął moją twarz w dłonie i zaczął całować. Spodziewałem się potoku śliny, bo widocznie za bardzo się wczuł, ale tak się nie stało. Baekhyun faktycznie starał się wykorzystać moją naukę i nie wpakował mi języka do ust z tą swoją agresywną pasją, jaką okazywał Chenowi. Pozwoliłem mu chwilę smakować moje usta, ale po chwili pogłębiłem pocałunek, co miało być ostatnim sprawdzianem. Usłyszałem westchnienie, które sprawiło, że nasze języki chwilowo się zetknęły. Poczułem dreszcz, odruchowo zaciskając ręce mocniej na jego talii. Musiałem to przyznać, Baekhyun cholernie szybko się uczył i był dobry. Za dobry.
- Wystarczy - powiedziałem i zestawiłem go z moich kolan, wstając. - Już ci nie jestem potrzebny, więc zmykaj do swojego chłopaka. I ani słowa - oparłem się o krzesło, łapiąc oddech. Baekhyun wyglądał na równie oszołomionego, ale i... szczęśliwego?
- Szkoda, bo wszyscy by mi zazdrościli - uśmiechnął się łobuzersko. - Wiesz, Chanyeol-ah... Twoje usta nie tylko WYGLĄDAJĄ w porządku. Nie myślałeś może o zmianie...
- NIE!
- Och, nie krzycz tak, bo ogłuchnę. To do następnego razu! - poklepał mnie po ramieniu i wyszedł, nie dając mi szansy na powiedzenie, że nie będzie żadnego 'następnego razu'. Niech sobie znajdzie innego geja, a nie męczy stuprocentowego samca alfa...


to co prawda L.Joe i Chunji z Teen Top
ale pasowało mi do SCENY
jak widać, Czanjol nie ma takich gejowskich zdjęć.
_____________________________________________________________________

Zmieniłam narrację, bo zauważyłam, że i tak przechodzę na czas przeszły. Nie wiem, czy lepiej się to czyta...
Wybacz, noonim, że nie ma twoich tekstów! xd naszła mnie wena na SCENĘ i stwierdziłam, że z tymi zabawnymi wypełniaczami wyjdzie za długo...
Kto jeszcze wierzy w 100% faceta, jakim jest Czanjol? Wspierajcie go w tej batalii przeciwko szerzącej się gejozie! xddd

~Mintaj