Pokazywanie postów oznaczonych etykietą girlxbias. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą girlxbias. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 21 kwietnia 2014

#Untitled_bad_boys part 1

Sehun nie posiedział u mnie długo, bo jakoś pod wieczór zadzwoniła do niego matka, prosząc o zrobienie zakupów. Kiedy się rozłączyła, westchnął i spojrzał na mnie tym przygnębionym wzrokiem. Domyśliłem się, że znowu chciała alkohol. Większość tego, co zarobiła, szło na piwo, soju, nowe ciuchy i kosmetyki, przez co Sehun nie mógł skończyć liceum, bo zabrakło mu na podręczniki. Na szczęście przy mnie nie czuł się przez ten fakt jakiś gorszy, bo ja też wyleciałem ze szkoły, kiedy opuściłem rodzinne miasto. Mój przyjaciel był na tyle miły, że oprócz nakarmienia mnie ramyunem, przyniósł mi swoją lampkę nocną, dzięki której moje kontakty wreszcie będą mogły się wykazać. No i nie będę się musiał martwić, że podpalę świecą książkę, bo zazwyczaj czytam, kiedy nie mogę zasnąć (do tej pory robiłem to przy świecach, z których wosk skapywał na kartki i czasem moje ręce). Byłem trochę znużony, więc jak pożegnałem Sehuna, postanowiłem uciąć sobie krótką drzemkę. Niestety znowu miałem ten sam nieprzyjemny sen... Prawie ucieszyłem się, kiedy ktoś postanowił mnie obudzić.
- Jongin-ah, wstawaj...
- Hmm...? Nie mów, że znowu nie zamknąłem drzwi - przetarłem oczy i ziewnąłem, skupiając wzrok na twarzy Sehuna. Kiedy zachodziło słońce, w moim mieszkanku szybko robiło się ciemno. Szkoda, że nie pomyślałem o zapaleniu tej lampki, zanim zasnąłem.
- Nie, otworzyłem sobie. Posłuchaj... - położył mi rękę na ramieniu. Wyglądał na zatroskanego, co trochę mnie zaniepokoiło. - Chodzi o tego psa...
- Co z nim? - cały zesztywniałem, mój przyjaciel musiał to odczuć, bo mocniej schwycił mnie za ramię, starając się dodać mi otuchy.
- Jakiś facet go potrącił... Ale to nie jest najgorsze.
- Gdzie to się stało? - spytałem, starając się trzymać nerwy na wodzy. Wiedziałem, że przekazanie tej wiadomości było dla Sehuna równie trudne, co przyjęcie jej dla mnie. Biegiem opuściliśmy budynek (na szczęście obaj mieliśmy deskorolki), pędziliśmy kolejnymi ulicami, aż znaleźliśmy się w równoległej dzielnicy, gdzie znajdowały się bardziej nowoczesne budynki małych firm oraz prywatna klinika chirurgiczna. Przed nią, na parkingu i podjeździe, stało kilka samochodów. Sehun wskazał je ręką, wtedy też zobaczyłem niewielką plamę krwi tuż przed kołami (cudownego swoją drogą) czarnego Mustanga. Zanim zdążyliśmy tam podejść, z kliniki wyszło dwóch mężczyzn w eleganckich garniturach.
- Słowo daję, jeszcze chwila, a nie zdążyłbym przyszyć jej tego ucha.
- Wiesz, Soohyun, spróbuj patrzeć na pozytywne aspekty. Mówiłeś, że ci brakuje adrenaliny.
- Och, tuż przed operacją zrobiłem sobie spory zapas. Jadę, chcę zaparkować, a tu mi wyskakuje przed maskę jakiś kundel... Puknąłem go, pewnie zdechł od razu. Ale wkurzyłem się. Nabryzgał mi krwią na tabliczkę rejestracyjną i teraz muszę jechać do myjni.
- Nie możesz jakoś ręcznie umyć?
- Żartujesz sobie? Pewnie miał jakąś wściekliznę czy inną francę, ja się do tego nie dotknę. Wziąłem go w worek i wyrzuciłem do śmietnika, żeby mi nie odstraszył klientów.
- I w sumie dobrze... Źle by to świadczyło o naszym przybytku, jakiś rozjechany pies na podjeździe... - skomentował niższy z mężczyzn, po czym wsiadł do niebieskiej Hondy i odjechał z piskiem opon. Skinąłem głową na Sehuna, podążyliśmy za Mustangiem. Zatrzymał się kilka ulic dalej, pod (jak się spodziewaliśmy) dużą willą. Mężczyzna wysiadł i spojrzał się na nas.
- Czegoś chcecie, chłopcy? Jechaliście za mną aż spod kliniki.
- Mamy do pana sprawę, ahjussi - odezwał się grzecznie Sehun. Widziałem, że się powstrzymywał.
- Już skończyłem pracę, możecie się umówić w recepcji...
- Ten pies... którego pan potrącił, to nasz pies. Był zupełnie zdrowy, więc byłoby w porządku, gdyby pomógł pan nam go przyzwoicie pochować.
- Wasz pies - powtórzył, marszcząc brwi. Wydał mi się wtedy dość nieprzyjemny. - A może byście tak lepiej pilnowali waszego psa?
- Pan również mógłby jechać ostrożniej - powiedział chłodno, występując krok naprzód. - Prosimy tylko o drobną pomoc, choćby użyczenie łopaty. To pan w niego uderzył, więc powinien pan...
- Czy ty próbujesz mi dyktować, co ja powinienem robić? - ton mężczyzny zrobił się jeszcze bardziej nieprzyjemny, wręcz agresywny. Starałem się nie wybuchnąć, choć miałem ochotę wygarnąć mu, co o nim myślę. Nagle drzwi wejściowe willi otworzyły się i na kaganek wyszła młoda dziewczyna.
- Appa, wszystko w porządku? - spojrzała na nas nieco podejrzliwie, zanim podeszła bliżej. Z tej odległości byłem w stanie stwierdzić, że może być w naszym wieku, jest bardzo ładna i ma fajne klapki. Nie śmiejcie się, ja zazwyczaj patrzę dziewczynom na buty... Zdziwilibyście się, ile buty mogą powiedzieć o ich właścicielce.
- Tak, Soomin-ah. Ci dwaj gówniarze przyczepili się do mnie, twierdząc, że przejechałem ich psa. To nic takiego, wracaj do domu.
- Ale... Zrobiłeś to, appa?
- Nie, skądże. Zaraz ich stąd pogonię. Wejdź do środka, bo jeszcze zrobią ci krzywdę. Tatuś się wszystkim zajmie - sposób, w jaki mówił do córki był zupełnie inny, niż to, co sami usłyszeliśmy. Dziewczyna kiwnęła głową, ale przed odejściem zerknęła na przód samochodu, gdzie jednak było kilka czerwonych plamek. Ostatni raz popatrzyła na mnie i na Sehuna, a potem skierowała się z powrotem do domu. Jej ojciec powiedział nam jeszcze parę przykrych słów, zanim do niej dołączył.
- Przynajmniej wiemy, gdzie mieszka... Chyba poświęcę parę swoich jajek na jego okna - mruknąłem, przełykając ślinę. Czułem okropną gorycz, w sumie miałem ochotę się rozpłakać, ale nie chciałem rozklejać się przed Sehunem.
- Możemy też przebić mu opony... Ale nie wziąłem żadnego śrubokręta.
- Jutro, Sehun-ah. Teraz już... nie mam na nic siły - odparłem i stanąłem na swojej desce. Chciałem chwilę pobyć sam, więc gestem dałem kumplowi do zrozumienia, że będzie dzisiaj wracał sam. Ruszyłem przed siebie, a chłodny wiatr smagał mnie po twarzy, wyciskając kilka łez z oczu.

*

Parę minut po powrocie do domu Soomin zaczęły dręczyć wyrzuty sumienia, że usłuchała ojca. Na samochodzie ewidentnie były ślady krwi, a tamci chłopcy wcale nie wyglądali na takich chuliganów, jak to określił appa. Dobrze wiedziała, że jej ojciec nigdy nie przepadał za zwierzętami. Z drugiej strony było to dla niej ciężkie do przyjęcia, że bez cienia skruchy wyparł się potrącenia psa.
- Wiem, co widziałam... Nie powinnam była tylko tam stać i udawać, że wszystko gra. Ciekawe, czy ci dwaj już sobie poszli... - podeszła do okna i wyjrzała na podwórze. Zauważyła, jak chłopcy żegnają się, każdy rusza w swoją stronę. Po chwili wahania złapała swoją czapkę z daszkiem, założyła kurtkę i pobiegła za jednym z nich. Był wysoki, więc mimo dzielącego ich dystansu wciąż widziała jego sylwetkę. Wjechał do tunelu pod mostem, gdzie stała już grupka mężczyzn. Soomin schowała się niedaleko w krzakach, nie chcąc zostać zauważoną. Była to prawdziwa banda miejskich chuliganów, co trochę ją rozczarowało.
- Oh Sehun, nasza mała księżniczka! Co, mamusia znowu przysłała cię po tani bimber? - skomentował zgryźliwie jeden z nich, mocno klepiąc chłopaka po plecach. Wyraźnie nie czuł się tam swobodnie, co w pewnym stopniu ucieszyło Soomin.
- 'Czyli jednak jest w miarę porządny...' - pomyślała, dalej obserwując rozwój sytuacji.
- Daj spokój. Ja wam płacę, wy dajecie piwo, ja milczę. Umówiliśmy się na taki interes.
- Uhuhu, chyba jesteśmy dziś nie w humorze - zaśmiał się mężczyzna, przyjmując od młodszego pieniądze.
- A gdzie piwo?
- Spokojnie, wszystko w swoim czasie... Może opowiesz nam, co cię tak trapi? Chętnie pomożemy.
- Nie chce mi się o tym mówić. Daj ten alkohol i spadam.
- Czyżby twoja puszczalska matka wpadła z jakimś swoim fagasem? - odezwał się gruby, brodaty facet, którego ręce były wielkości piłki futbolowej. Chłopak zacisnął pięści.
- Nie mieszajcie do tego mojej matki. Masz piwo, czy nie? Bo jak nie, to oddawaj forsę z powrotem.
- Słuchaj, szczylu. Nie podoba mi się twój ton.
- A mnie się nie podoba cały dzisiejszy dzień, więc z łaski swojej nie psuj go jeszcze bardziej - warknął, a Soomin wstrzymała oddech. Kiedy grubas uderzył chłopaka w brzuch, a (najwyraźniej) szef całej bandy w szczękę, pisnęła przestraszona. Było to na tyle głośne piśnięcie, że mężczyźni obrócili się w stronę krzaków, w których siedziała.
- To pewnie jakiś ptak... Dobra, idziemy stąd. Zaraz będzie przejeżdżał tędy patrol - zarządził mężczyzna. Kiedy grupka oddaliła się, Soomin wyszła z ukrycia i szybko podbiegła do chłopaka. Miał lekko rozciętą wargę, i zamknięte oczy, ale był przytomny.
- Hej, żyjesz? Niczego ci nie złamali?
- Taa... Chyba nie - skrzywił się i powoli rozchylił powieki na dźwięk jej głosu. - Ej, czy ty nie jesteś tą córką...
- Tak, to ja. Chciałam przeprosić w imieniu mojego ojca, więc tak jakby poszłam za tobą... Jestem Soomin.
- Sehun... Oh Sehun. - powiedział, po czym trochę spochmurniał. - Jak dużo słyszałaś?
- Zatrzymam to dla siebie, obiecuję. Przepraszam, nie wiedziałam, że... Ale mogli ci coś zrobić i wtedy czułabym się jeszcze gorzej.  I tak okropnie mi przykro za twojego psa...
- Ech, w porządku... Ale w zasadzie, to nie do końca mój pies.
- Twojego kolegi?
- Też nie do końca... Trochę się nim opiekował, ale pies jest bezpański. Po prostu zdążyliśmy się już do niego przywiązać - wyjaśnił, a potem z trudem wstał, opierając się o mur.
- Dasz radę sam iść?
- Mhm, pewnie - odparł, ale kiedy zrobił krok, zakręciło mu się w głowie i lekko się zatoczył. Poczuł, jak drobna ręka wsuwa się na jego plecy i przytrzymuje w pasie.
- Oprzyj się na moim ramieniu. Nie ma sprawy, jestem ci to trochę winna - mruknęła Soomin, dzielnie przyjmując ciężar większego od niej chłopaka.
- Dzięki... A w zasadzie, dlaczego poszłaś akurat za mną? - spytał, kiedy szli już jakieś kilka minut. Nieświadomie skręcił w stronę domu Jongina, jakoś nie miał ochoty wracać do domu w takim stanie i bez alkoholu.
- Tylko się nie śmiej... Po prostu wydałeś mi się mniej straszny od twojego kolegi. Bo on ma takie ciemne oczy i wyglądał na wściekłego...
- To ja też jestem straszny? - mimo prośby dziewczyny, Sehun wybuchnął głośnym śmiechem. Spojrzał na nią, dopiero teraz bliżej przyglądając się jej twarzy. Kiedy była taka zawstydzona, wyglądała słodko.
- N-nie, teraz już wiem, że nie. Powinieneś się częściej uśmiechać, wtedy nikt nie pomyśli, że jesteś straszny.
- Czy to był komplement? - uśmiechnął się pod nosem, oczekując odpowiedzi. Zdecydowanie podobał mu się rozwój tej krótkiej znajomości.
- Jak wolisz. Ale teraz może ogranicz suszenie zębów, bo się wykrwawisz - wyciągnęła z kieszeni paczkę chusteczek i delikatnie przyłożyła jedną do ust Sehuna. - Masz może w domu spirytus?
- Mam... To znaczy Jongin ma. Pozwolisz, że zaprowadzę cię do niego? W sumie to o niego ci chodziło. A w ogóle po co ci spirytus?
- Bycie córką chirurga ma swoje zalety. Zawsze mam w kieszeni jakieś drobne narzędzia i umiem niektóre proste rzeczy.
- Możesz mówić jaśniej...? - zapytał, po czym zwątpił, czy chce to wiedzieć.
- Bo będziemy szyć ci wargę. Daleko jeszcze?
- To tutaj...

Sehun puacze, bo jego postać nie ma blond
włosów i jeszcze go biją
*ale laska jest xd*

 _____________________________________________________________________

No też mnie nagle wena naszła, jak miło... Wiem, że to pewnie nie to, co wszyscy chcieli, ale mam nadzieję, że chociaż kogoś to ucieszy ^^ Na razie z niczym się nie zapowiadam, nie będę weny sobie zapeszać. To taki prezent na końcówkę świąt ;) Z dedykacją dla mojej unni <3

~Mintaj

sobota, 19 kwietnia 2014

#Untitled_bad_boys part ?


Leżałem na wznak, odbijając od sufitu szmacianą piłeczkę. Zwykle w ten sposób spędzałem wolny czas między jedną a drugą wizytą mojego kumpla, ponieważ w moim mieszkaniu nie było ani telewizora, ani komputera. Książek miałem tylko kilka, więc czytanie ich po raz któryś z kolei nie było zbyt dobrą rozrywką. Tak naprawdę ‘mieszkanie’ było wynajętym półlegalnie pokojem z maleńką łazienką i aż dwoma kontaktami, znajdującym się w raczej opuszczonym, starym budynku. Prawdopodobnie ta część nigdy nie została oddana do użytku, bo ściany były niepomalowane, a na podłodze leżały tylko krzywo wycięte deski, udające panele. Poprawiłem to nieco, usunąłem drzazgi i wygładziłem papierem ściernym, ale na farbę już mnie nie było stać. Gotowałem sobie na turystycznej kuchence, trochę zużytej, ale wciąż działającej. Zimą często się nią ogrzewałem, ale mój przyjaciel i tak musiał skombinować mi elektryczny grzejnik, żebym nie zamarznął na kość. Tak, moje zupełnie prowizoryczne mieszkanie... Własnoręcznie sklejone łóżko z odpadów pobliskiego tartaku, niewielka komoda (z tego samego źródła; właściciel podarował mi ją w zamian za kilka dni pracy), kuchenka, grzejnik, cudowna lampa na świece (okropnie brzydka, ale dawała fantastyczne światło, dlatego tak ją lubiłem) i półka, na której leżało kilka książek, wręcz antyczna mp3 na baterie oraz telefon z ładowarką, również antyczny. Mógłbym mieszkać w o niebo lepszych warunkach, co było moją rzeczywistością aż do 17 urodzin. Wtedy postanowiłem, że ucieknę z domu i zdam się na los. Na szczęście poznałem Sehuna, dzięki niemu moja nowa rzeczywistość nie jest aż tak parszywa.
- Idiota, znowu zostawiłeś klucze w zamku. Nie wiem, po co sobie dorabiałem własne, przecież do ciebie można wejść ot tak sobie - krytyczny głos wyrwał mnie z transu, piłeczka upadła obok łóżka.
- Prawie dobiłem do tysiąca odbić - mruknąłem, posyłając mu obrażone spojrzenie. Byłem jednak wdzięczny, że znów mnie zbeształ za mój dość niebezpieczny nawyk. Ta dzielnica nie należy do różowych, równie dobrze ktoś mógł mnie już zaciukać, skoro obecność Sehuna wykryłem dopiero wtedy, gdy podszedł do mnie i pomachał mi kluczem tuż przed nosem. Usiadłem na łóżku i wsunąłem rękę pod materac. Pogrzebałem chwilę, wyjmując pomiętego skręta. Zapaliłem go i zaciągnąłem się dymem.
- Chcesz trochę? - podałem mu, licząc na inną odpowiedź, niż zazwyczaj.
- Wyrzuć to gówno, albo chociaż trzymaj z dala ode mnie. Wiesz, że nie palę - skrzywił się, siadając najdalej, jak mógł.
- Cały ty... Dlatego potem chodzisz taki spięty.
- A ty ujeżdżasz jednorożce - odparł, na co ja parsknąłem śmiechem. Sehun tylko się ze mną przekomarzał, tak naprawdę nigdy nie miałem dostępu do dobrego towaru, a popalałem tylko marną trawkę. W zasadzie nie byłem nawet jakoś uzależniony, bez problemu funkcjonuję, gdy skończy mi się zapas. Paliłem, żeby się czymś zająć, choć z pewnością to nie najlepsze wyjście.
- To już ostatni, jakiego mam. Daj spokój, przecież aż tak nie śmierdzi - powiedziałem, wyrzucając niedopalonego skręta przez otwarte okno. - Przyszedłeś dzisiaj wcześniej, niż zwykle...
- Mama znów zaprosiła klienta do domu. Byli za głośni, więc wyszedłem, bo nie mogłem usłyszeć własnych myśli - wyjaśnił. Zawsze zdumiewało mnie to, jak swobodnie potrafił mówić o takich krępujących rzeczach. Wiedziałem, że w głębi duszy jest mu okropnie wstyd, że jego matka zarabia jako prostytutka. Jednak Sehun należał do tych typów, którzy nie przyznają się do głębszych uczuć nawet przed najlepszym kumplem.
- Moje drzwi są zawsze otwarte. Dosłownie - zażartowałem, próbując rozluźnić atmosferę. W tym samym momencie głośno zaburczało mi w brzuchu. Sehun spojrzał na mnie podejrzliwie.
- Jadłeś coś dzisiaj? - pochylił się nade mną, jakby chciał wyczytać prawdę z moich oczu.
- Ech, nie. Jakoś nie miałem okazji - odparłem i przycisnąłem rękę do żołądka. Twarz mojego przyjaciela rozjaśniła się, a na ustach pojawił się łagodny uśmiech.
- Jeśli nadal będziesz dokarmiał tego psa, sam umrzesz z głodu - poklepał mnie po ramieniu i wyciągnął ze swojej torby paczkę ramyunu. - Sam też jeszcze nie jadłem, więc się z tobą podzielę.
- Dzięki, stary. Zaraz… - mój mózg przetwarzał zasłyszane przed chwilą słowa. - Skąd… Skąd wiedziałeś?
- Hmm? To było aż zbyt oczywiste. Idąc do ciebie sam przypomniałem sobie o tym kundlu i chciałem go nakarmić, ale kiedy dotarłem do jego kryjówki, zobaczyłem go, wcinającego twoje kluski - wyjaśnił, otwierając po kolei saszetki z przyprawami.
- Może to nie były moje kluski?
- Jong In-ah, tylko ty potrafisz spierdolić tak prostą potrawę. Wszędzie poznałbym tę breję, jaką robisz z normalnego makaronu.
- Nie moja wina - burknąłem, choć wiedziałem, że Sehun ma rację. Tego psa znalazłem kiedyś w śmietniku, był strasznie wychudzony i słaby. Wziąłem go do siebie na kilka dni, dokarmiłem i znalazłem mu bezpieczniejsze schronienie, co jakiś czas przynosząc mu moje jedzenie.
- Dobrze, skoro tak mówisz… No, gotowe. Właśnie tak powinien wyglądać prawdziwy ramyun - uniósł pokrywkę, a z garnka wydobyła się gorąca para. Może to nie była jakaś szczególna umiejętność, ugotować makaron, ale Sehun naprawdę miał talent do gotowania. W okresach, gdy do kieszeni wpadło nam więcej wonów, robiliśmy spore zakupy, a potem raczyłem się domowymi specjałami mojego kumpla. Pamiętam smak jego fantastycznego kimchi, które przyniósł w Boże Narodzenie.
- Nie chciałbyś zatrudnić się u mnie jako kucharka? - spytałem, pakując sobie do ust niemożliwą ilość makaronu. Byłem głodny jak wilk. Sehun parsknął śmiechem.
- A czym byś mi płacił? Nie przyjmuję zapłaty ‘w naturze’, a to jedyne, co teraz masz.
- Kurwa, ja jem - zakrztusiłem się, kiedy przed oczami stanęła mi scena owej ‘zapłaty’.
- Smacznego - wystawił język i jakby nigdy nic, zaczął spokojnie przeżuwać swoją porcję. Sehun i jego niewybredne żarty były nieodłącznym elementem mojego życia. Nawet jeśli miałem się przez nie udławić, wciąż czułem, że to coś, czego potrzebuję. Trudno jest mieszkać zupełnie samemu wśród nieznanych ludzi w nieznanym mieście, szczególnie gdy jest się jeszcze młodym. To, jak poznałem Sehuna, było zupełnym zbiegiem okoliczności - może to było przeznaczenie? Gdzieś w głębi wierzyłem, że nic nie dzieje się przypadkiem. Ludzie, których poznajesz na swojej drodze życia, nie możesz lekceważyć.


_________________________________________________________

Napisane hoho i jeszcze dawniej temu, ale zakończone w takim momencie, że jest z tego całkiem przyzwoity prolog. Zaczyna we mnie powoli rozpalać się potrzeba napisania czegoś, więc może ruszę z tym... albo The Bangpire Diaries. Albo Wyznaniami... Albo jakimś one shotem, bo mi parę takich chodzi nocami po głowie ^^''' wiem, z czym nie ruszę - totalnie nie mam weny na TMHTL (mój 2 blog), nie pisałam tam od miesięcy, bo byłam zajęta nauką, a teraz nie mogę nic na to wymyślić... Na chwilę obecną, bo *sic!* mam ciąg dalszy, ale dodałabym go dopiero po kilku następnych rozdziałach, więc kij, bo na te właśnie rozdziały nie mam pomysłu ;-;

~Mintaj

niedziela, 9 lutego 2014

The Bangpire Diaries_Preview

9.02.1961
wieczór
Dzisiaj uświadomiłem sobie, że nie pamiętam już, jak smakuje mleko. Wbrew pozorom, wampiry mogą jeść i pić jak zwykli ludzie. Z tym wyjątkiem, że to nas w ogóle nie zaspokaja. Mamy trochę... inny rodzaj głodu. Nie mniej jednak wiele wampirów wciąż potrafi się cieszyć smakiem ulubionych potraw nawet po przemianie. To pozwala pamiętać im o swoim człowieczeństwie. Zgadza się - wampiry są ludźmi. Tylko mamy bardziej wyostrzone zmysły, jesteśmy nieprawdopodobnie szybcy, silni,  w większości inteligentni (nie mogłem sobie odmówić tej uwagi), nie starzejemy się, trudno nas zabić, mamy też specjalne zdolności i żywimy się krwią. Drobne różnice, nieprawdaż? Mogę bez problemu wyjść na ulicę, a ludzie wezmą mnie za zwykłego ucznia. Wbrew pozorom, wampiry też mogą chodzić do szkoły. Trzydzieści lat temu wyśmiałem dyrektora Bangpire Academy, kiedy zaproponował mi zostanie jednym z jej pierwszych absolwentów. Ukrywałem się wówczas w niewielkim pensjonacie w Szkocji, gdzie pokojówki nie zadawały pytań i pozwalały mi się karmić, kiedy tylko miałem ochotę. Co prawda dość często musiałem je hipnotyzować, ale kilka z nich było mną tak zafascynowane, że oddawały mi się dobrowolnie. Trafiłem tam w dość beznadziejnym momencie - w okolicy było już kilka wampirów, na tyle nieostrożnych, że ludzie się o nich dowiedzieli. Wiedziałem, że są nowi. Sposób, w jaki zabijali świadczył o niepohamowanym głodzie, jaki trawi wampira przez pierwsze miesiące od przemiany. Można nad tym zapanować (i było to pierwszą rzeczą, jaką nauczyłem się w akademii), jednak wymaga to silnej woli i innych czynników, jak na przykład izolacji od źródła pokusy. Niewykonalne w sporych rozmiarów wiosce. Kiedy zebrał się komitet do walki przeciwko wampirom, a mieszkańców zaczęto wyposażać w zaostrzone kołki i inne tego typu przyjemności, zdałem sobie sprawę, że nie mogę już polować. Co gorsza, musiałem szybko nauczyć się żywić małymi ilościami krwi, żeby przypadkowo nie zabić którejś z pokojówek. Byłem już ponad pół roku na takiej diecie, właśnie wtedy do pensjonatu przybył profesor Shin. Pewnego wieczoru zaprosił mnie do swojego pokoju, gdzie prosto z mostu wyjawił mi, że wie, kim jestem. Wtedy też powiedział mi o swoim planie stworzenia szkoły, w której mógłby uczyć wampiry funkcjonowania w normalnym świecie, a także wykorzystywania ich zdolności. Żeby zminimalizować ryzyko zdemaskowania (nie wierzyłem w powodzenie szkoły, której uczniowie się nie starzeją), siedziba akademii miałaby być co kilka lat przenoszona w inne miejsce, dość odludne. Obecnie Bangpire Academy mieści się w opuszczonym budynku niedaleko centrum Seulu, co może nie jest zbytnio rozsądne, ale dyrektor ma do nas duże zaufanie. W każdym razie, tamtego wieczoru nie dałem mu skończyć i wyszedłem, po raz pierwszy od miesięcy opuszczając pensjonat. Nie chciałem kontynuować tej rozmowy, a profesor Shin jest typem, który bez pardonu potrafi wejść komuś do sypialni. To miała być tylko przechadzka, ale nie minęło nawet pięć minut, kiedy poczułem krew. Woń dobiegała zza małej piekarni, więc zakradłem się za róg i zobaczyłem jednego z wyżej wspomnianych wampirów, nachylającego się nad rozszarpanym od ugryzienia gardłem młodej kobiety. Znałem ją, wiele razy podrzucała mi ciepłe bułeczki i mleko, za które byłem szczerze wdzięczny. W przypływie wściekłości rzuciłem się na niego, ale byłem znacznie słabszy. Podczas gdy on musiał zaspokajać się codziennie z nadmiarem, ja pozwalałem sobie na jedynie kilka kropel. W pewnym momencie leżałem pod nim i czułem, jak moje serce jest powoli wyrywane. Prawie pożegnałem się ze światem, kiedy wampir zastygł. Ostrożnym ruchem wyjął rękę z mojej piersi, po czym ugodził w swoją... pozbawiając się serca. Patrzyłem na tę scenę z niedowierzaniem. Nie zauważyłem nawet, kiedy czyjeś silne ręce postawiły mnie na nogi i otuliły kocem. Moim wybawcą okazał się nie kto inny, jak profesor Shin. Zapytał mnie, czy wiedziałem, że wampiry potrafią wpłynąć na inne wampiry. Nie miałem pojęcia. Ale bardzo chciałem się tego nauczyć. Spakowałem rzeczy i wyruszyłem z nim z powrotem do Korei Południowej, gdzie poznałem grupkę innych wampirów, również zainteresowanych... dalszym rozwojem. Opowiedziałbym o nich, ale po pierwsze - nie lubię pisać pamiętników, a po drugie - miało być o mleku. Tak, od tamtego incydentu ze śmiercią mojej przyjaciółki ani razu go nie tknąłem. Poza tym, wypełnianie mojego obowiązku szkolnego (czyli radzenie sobie z niebezpiecznymi wampirami i ludźmi... w skrócie) zapewnia mi litry tego, co lubię najbardziej. Mam w tej szkole reputację... Mleko jest dla lamusów.

Yoongi.
tak przeglądałam tumblra i mnie zainspirował ten obrazek ;D
(jak za mały, to kliknijcie na niego, powiększy się ;D)

~Mintaj

środa, 22 stycznia 2014

#Podryw na batona


- Psst! Ren, chodź tu. Nie, zostaw ten tonik, nie kupię ci czwartego. Minki-yah, rusz wreszcie zad i przyjdź tutaj!
- Zostaw ten tonik, zostaw ten tonik - przedrzeźniał Arona najmłodszy z grupy, wkładając do koszyka małą buteleczkę. - To jest dopiero trzeci.
- Ech, nieważne. Zawołaj mi Baekho i Minhyuna... I Jonghyuna.
- Nie będę za darmo twoim sługusem! Kupujesz mi tonik i loda - nie czekając na odpowiedź, Ren ruszył w głąb sklepu. Minął mnie, nawet nie zauważając, więc sam postanowiłem pójść do Arona i dowiedzieć się, czego ode mnie chce.
- Jonghyun-ah, w samą porę! - rozpromienił się mój hyung. Zaraz za mną przystanęli Minhyun z Baekho, który już zdążył dobrać się do paczki chipsów. - Boże, Baekho-yah, nie mogłeś poczekać, aż zapłacę?
- Niee - wymamrotał z pełnymi ustami. Kawałek chipsa wypadł mu z ust i przykleił się do mojej bluzy, miałem ochotę go zamordować na miejscu.
- Co chciałeś? Ja miałem ważny dylemat, który szampon powinienem wybrać - narzekał Minhyun. Aron uśmiechnął się swoim szatańskim uśmiechem, który oznaczał tylko jedno.
- Patrzcie, jaką laskę wyczaiłem - kiwnął głową w stronę działu z warzywami. Moi przyjaciele natychmiast wyciągnęli szyje jak żyrafy i musiałem przepchnąć się dołem, żeby cokolwiek zobaczyć. A kiedy ją zobaczyłem, byłem wdzięczny, że jestem już na kolanach, bo poczułem, że całkowicie mi zmiękły. Miała smukłą sylwetkę, lekko pociągłą twarz o bardzo łagodnych rysach. Jej usta i policzki były pełne i różowe, a oczy duże. Miała w sobie coś pociągającego, bo choć sprawiała wrażenie poważnej, byłem pewien, że bliżej poznana okazałaby się uroczą i zabawną dziewczyną.
- No, i co z nią? - zapytał Baekho, najwyraźniej niewrażliwy na piękno. Czy on w ogóle jest na coś wrażliwy, nie licząc Rena?
- Urządzimy mały konkurs. Będziemy zgadywać, co ona kupi. Kto przegra, za karę będzie musiał do niej zagadać. Wiem, jacy z was frajerzy, jeśli chodzi o uderzanie do ładnych dziewczyn - parsknął śmiechem, mając taką minę, jakby on zaliczył nie wiadomo ile.
- Nie przegram z tobą - powiedział maknae, przyjmując bojową postawę. - Jestem w tym mistrzem i mówię, że teraz weźmie cztery pomarańcze. - Niemal natychmiast po tym zdaniu dziewczyna sięgnęła po reklamówkę, do której zapakowała... cztery pomarańcze.
- Choi Min Ki, jak ty to zrobiłeś? - Aron był wyraźnie zaskoczony. Ren wzruszył ramionami, jakby nigdy nic.
- Nie wiem... Może po prostu jestem zajebisty.
- Teraz udowodnię ci, że z hyungiem nie ma żartów. Weźmie ogórka, na 100%
- Pfff, Ren miał szczęście, to niemożliwe, żebyś też... Och - Minhyun miał już przygadać Aronowi, ale jego 'przepowiednia' również się spełniła. - To dlatego, że ona jest przewidywalna! To oczywiste, że teraz weźmie główkę kapusty. No, widzicie? Miałem rację - prychnął, odwrócił się na pięcie i odszedł kilka kroków, udając, że ma focha. Nie chciałem zostać ostatni, więc zacząłem baczniej się przyglądać sposobowi, w jaki piękna dziewczyna robiła zakupy.
- Lizak - odezwał się Baekho.
- Zgadza się! Haha! - potwierdził Aron. Podniosłem wzrok, zauważając, że Baekho nawet nie patrzył we właściwą stronę, a tego lizaka zgadł przypadkowo, bo akurat zobaczył jednego na półce.
- Ej, nie liczy się! Nie patrzył! - postanowiłem walczyć o swoje prawa, jednak przyjaciele tylko mnie wyśmiali.
- Co jest hyung, pękasz? - zachichotał Ren, będąc jeszcze bardziej evil, niż zazwyczaj.
- Chciałbyś. Jak sami mówiliście, nietrudno zgadnąć, co teraz weźmie. A będzie to... Yyy... - tak naprawdę nie miałem zielonego pojęcia. Zobaczyłem, jak dziewczyna wyciąga rękę po butelkę wody mineralnej. - Woda! Weźmie wodę mineralną - powiedziałem z pewnością w głosie.
- Sam jesteś woda mineralna, platfusie - ryknął śmiechem Aron i już wtedy wiedziałem, że powinienem był zastanowić się dwa razy nad odpowiedzią. Gdybym się nie pospieszył, zauważyłbym, że ona nie sięgała po wodę, a po zieloną herbatę w podobnym opakowaniu. Serce podeszło mi do gardła, wywinęło fikołka i spadło aż do najniższych rejonów ciała, gdzie z pewnością nie powinno się znajdować. Będę musiał do niej zagadać i to teraz, zaraz!
- Dobrze, Jonghyun-ah, pokaż nam, jak to się robi - nakazal Ren, wyraźnie zadowolony, że jako pierwszy wymigał się z tego przedsięwzięcia.
- Wy... - zagroziłem im w myślach. Naraz naszła mnie myśl, że to przecież idealna okazja, żeby właśnie porozmawiać z tą dziewczyną, która wciąz mnie intrygowała. - 'Będzie dobrze' - powiedziałem sobie w myślach.
- Fighting! - Baekho starał się dodać mi otuchy, ale znów mnie opluł. Miałem taki syf na bluzie, że modliłem się, aby ona tego nie zauważyła. Wziąłem głęboki wdech i wygiąłem usta w uśmiechu, który miał być czarujący, ale z nerwów musiał mi wyjść jak uśmiech psychopaty. Stanąłem obok niej, ona się odwróciła, a ja... Zupełnie zapomniałem, co mam powiedzieć, a nawet jak się nazywam.
- Hmm? O co chodzi? - w końcu zapytała, bo gapiłem się na nią jak jakiś debil.
- CHCESZ BATONA? : |
- ... Co?
- 'Kurwa, co ja właściwie powiedziałem' - zrugałem się, czując nagłą potrzebę pobiegnięcia na zaplecze i utopienia się w zlewie. Oto ja, pewny siebie lider NU'EST stoję przed śliczną dziewczyną, która patrzy się na mnie i zastanawia, czy aby na pewno jestem normalny.
- Czy ty nie jesteś JR z NU'EST? - odezwała się, wciąż jakby niepewna, czy powinna uciekać, czy może zacząć się śmiać.
- T-tak... Uch. Chciałem się spytać, czy miałabyś ochotę na batonika. I możesz mi mówić Jonghyun - ryk śmiechu moich przyjaciół, gdy usłyszeli mój fatalny początek rozmowy, otrząsnął mnie. Twarz dziewczyny przybrała wyraz ulgi, że jednak nie ma do czynienia z inteligentnym inaczej.
- Pewnie - uśmiechnęła się, pierwszy raz. Jak się spodziewałem, miała ciepły, szeroki uśmiech. - A tamta czwórka? Będą nas śledzić?
- Mam nadzieję, że nie - powiedziałem, na tyle głośno, żeby usłyszeli.
- No weź, Jonghyun-ah, nie chcesz nas też poczęstować BATONEM? - krzyknął Aron, zwijając się ze śmiechu. Czuję, że do końca życia będą mnie prześladować za mój 'podryw na batona'. Ale...
- To chodźmy wszyscy! Chętnie was bliżej poznam, bardzo lubię wasze piosenki - powiedziała dziewczyna, machając do chłopaków. Jednak do końca naszego spaceru po mieście szła wyłącznie obok mnie.
- 'Chyba jednak było warto '



 _____________________________________________________________

Cóż, ten blog jeszcze raczkuje, mam zamiar dodać SCM Music Player, ale trochę mi to zajmie... Anyways, z góry dziękuję wszystkim odwiedzającym i komentującym. No i koniecznie dajcie znać, co sądzicie o wyglądzie!

~Mintaj