- Jongin-ah, wstawaj...
- Hmm...? Nie mów, że znowu nie zamknąłem drzwi - przetarłem oczy i ziewnąłem, skupiając wzrok na twarzy Sehuna. Kiedy zachodziło słońce, w moim mieszkanku szybko robiło się ciemno. Szkoda, że nie pomyślałem o zapaleniu tej lampki, zanim zasnąłem.
- Nie, otworzyłem sobie. Posłuchaj... - położył mi rękę na ramieniu. Wyglądał na zatroskanego, co trochę mnie zaniepokoiło. - Chodzi o tego psa...
- Co z nim? - cały zesztywniałem, mój przyjaciel musiał to odczuć, bo mocniej schwycił mnie za ramię, starając się dodać mi otuchy.
- Jakiś facet go potrącił... Ale to nie jest najgorsze.
- Gdzie to się stało? - spytałem, starając się trzymać nerwy na wodzy. Wiedziałem, że przekazanie tej wiadomości było dla Sehuna równie trudne, co przyjęcie jej dla mnie. Biegiem opuściliśmy budynek (na szczęście obaj mieliśmy deskorolki), pędziliśmy kolejnymi ulicami, aż znaleźliśmy się w równoległej dzielnicy, gdzie znajdowały się bardziej nowoczesne budynki małych firm oraz prywatna klinika chirurgiczna. Przed nią, na parkingu i podjeździe, stało kilka samochodów. Sehun wskazał je ręką, wtedy też zobaczyłem niewielką plamę krwi tuż przed kołami (cudownego swoją drogą) czarnego Mustanga. Zanim zdążyliśmy tam podejść, z kliniki wyszło dwóch mężczyzn w eleganckich garniturach.
- Słowo daję, jeszcze chwila, a nie zdążyłbym przyszyć jej tego ucha.
- Wiesz, Soohyun, spróbuj patrzeć na pozytywne aspekty. Mówiłeś, że ci brakuje adrenaliny.
- Och, tuż przed operacją zrobiłem sobie spory zapas. Jadę, chcę zaparkować, a tu mi wyskakuje przed maskę jakiś kundel... Puknąłem go, pewnie zdechł od razu. Ale wkurzyłem się. Nabryzgał mi krwią na tabliczkę rejestracyjną i teraz muszę jechać do myjni.
- Nie możesz jakoś ręcznie umyć?
- Żartujesz sobie? Pewnie miał jakąś wściekliznę czy inną francę, ja się do tego nie dotknę. Wziąłem go w worek i wyrzuciłem do śmietnika, żeby mi nie odstraszył klientów.
- I w sumie dobrze... Źle by to świadczyło o naszym przybytku, jakiś rozjechany pies na podjeździe... - skomentował niższy z mężczyzn, po czym wsiadł do niebieskiej Hondy i odjechał z piskiem opon. Skinąłem głową na Sehuna, podążyliśmy za Mustangiem. Zatrzymał się kilka ulic dalej, pod (jak się spodziewaliśmy) dużą willą. Mężczyzna wysiadł i spojrzał się na nas.
- Czegoś chcecie, chłopcy? Jechaliście za mną aż spod kliniki.
- Mamy do pana sprawę, ahjussi - odezwał się grzecznie Sehun. Widziałem, że się powstrzymywał.
- Już skończyłem pracę, możecie się umówić w recepcji...
- Ten pies... którego pan potrącił, to nasz pies. Był zupełnie zdrowy, więc byłoby w porządku, gdyby pomógł pan nam go przyzwoicie pochować.
- Wasz pies - powtórzył, marszcząc brwi. Wydał mi się wtedy dość nieprzyjemny. - A może byście tak lepiej pilnowali waszego psa?
- Pan również mógłby jechać ostrożniej - powiedział chłodno, występując krok naprzód. - Prosimy tylko o drobną pomoc, choćby użyczenie łopaty. To pan w niego uderzył, więc powinien pan...
- Czy ty próbujesz mi dyktować, co ja powinienem robić? - ton mężczyzny zrobił się jeszcze bardziej nieprzyjemny, wręcz agresywny. Starałem się nie wybuchnąć, choć miałem ochotę wygarnąć mu, co o nim myślę. Nagle drzwi wejściowe willi otworzyły się i na kaganek wyszła młoda dziewczyna.
- Appa, wszystko w porządku? - spojrzała na nas nieco podejrzliwie, zanim podeszła bliżej. Z tej odległości byłem w stanie stwierdzić, że może być w naszym wieku, jest bardzo ładna i ma fajne klapki. Nie śmiejcie się, ja zazwyczaj patrzę dziewczynom na buty... Zdziwilibyście się, ile buty mogą powiedzieć o ich właścicielce.
- Tak, Soomin-ah. Ci dwaj gówniarze przyczepili się do mnie, twierdząc, że przejechałem ich psa. To nic takiego, wracaj do domu.
- Ale... Zrobiłeś to, appa?
- Nie, skądże. Zaraz ich stąd pogonię. Wejdź do środka, bo jeszcze zrobią ci krzywdę. Tatuś się wszystkim zajmie - sposób, w jaki mówił do córki był zupełnie inny, niż to, co sami usłyszeliśmy. Dziewczyna kiwnęła głową, ale przed odejściem zerknęła na przód samochodu, gdzie jednak było kilka czerwonych plamek. Ostatni raz popatrzyła na mnie i na Sehuna, a potem skierowała się z powrotem do domu. Jej ojciec powiedział nam jeszcze parę przykrych słów, zanim do niej dołączył.
- Przynajmniej wiemy, gdzie mieszka... Chyba poświęcę parę swoich jajek na jego okna - mruknąłem, przełykając ślinę. Czułem okropną gorycz, w sumie miałem ochotę się rozpłakać, ale nie chciałem rozklejać się przed Sehunem.
- Możemy też przebić mu opony... Ale nie wziąłem żadnego śrubokręta.
- Jutro, Sehun-ah. Teraz już... nie mam na nic siły - odparłem i stanąłem na swojej desce. Chciałem chwilę pobyć sam, więc gestem dałem kumplowi do zrozumienia, że będzie dzisiaj wracał sam. Ruszyłem przed siebie, a chłodny wiatr smagał mnie po twarzy, wyciskając kilka łez z oczu.
*
Parę minut po powrocie do domu Soomin zaczęły dręczyć wyrzuty sumienia, że usłuchała ojca. Na samochodzie ewidentnie były ślady krwi, a tamci chłopcy wcale nie wyglądali na takich chuliganów, jak to określił appa. Dobrze wiedziała, że jej ojciec nigdy nie przepadał za zwierzętami. Z drugiej strony było to dla niej ciężkie do przyjęcia, że bez cienia skruchy wyparł się potrącenia psa.
- Wiem, co widziałam... Nie powinnam była tylko tam stać i udawać, że wszystko gra. Ciekawe, czy ci dwaj już sobie poszli... - podeszła do okna i wyjrzała na podwórze. Zauważyła, jak chłopcy żegnają się, każdy rusza w swoją stronę. Po chwili wahania złapała swoją czapkę z daszkiem, założyła kurtkę i pobiegła za jednym z nich. Był wysoki, więc mimo dzielącego ich dystansu wciąż widziała jego sylwetkę. Wjechał do tunelu pod mostem, gdzie stała już grupka mężczyzn. Soomin schowała się niedaleko w krzakach, nie chcąc zostać zauważoną. Była to prawdziwa banda miejskich chuliganów, co trochę ją rozczarowało.
- Oh Sehun, nasza mała księżniczka! Co, mamusia znowu przysłała cię po tani bimber? - skomentował zgryźliwie jeden z nich, mocno klepiąc chłopaka po plecach. Wyraźnie nie czuł się tam swobodnie, co w pewnym stopniu ucieszyło Soomin.
- 'Czyli jednak jest w miarę porządny...' - pomyślała, dalej obserwując rozwój sytuacji.
- Daj spokój. Ja wam płacę, wy dajecie piwo, ja milczę. Umówiliśmy się na taki interes.
- Uhuhu, chyba jesteśmy dziś nie w humorze - zaśmiał się mężczyzna, przyjmując od młodszego pieniądze.
- A gdzie piwo?
- Spokojnie, wszystko w swoim czasie... Może opowiesz nam, co cię tak trapi? Chętnie pomożemy.
- Nie chce mi się o tym mówić. Daj ten alkohol i spadam.
- Czyżby twoja puszczalska matka wpadła z jakimś swoim fagasem? - odezwał się gruby, brodaty facet, którego ręce były wielkości piłki futbolowej. Chłopak zacisnął pięści.
- Nie mieszajcie do tego mojej matki. Masz piwo, czy nie? Bo jak nie, to oddawaj forsę z powrotem.
- Słuchaj, szczylu. Nie podoba mi się twój ton.
- A mnie się nie podoba cały dzisiejszy dzień, więc z łaski swojej nie psuj go jeszcze bardziej - warknął, a Soomin wstrzymała oddech. Kiedy grubas uderzył chłopaka w brzuch, a (najwyraźniej) szef całej bandy w szczękę, pisnęła przestraszona. Było to na tyle głośne piśnięcie, że mężczyźni obrócili się w stronę krzaków, w których siedziała.
- To pewnie jakiś ptak... Dobra, idziemy stąd. Zaraz będzie przejeżdżał tędy patrol - zarządził mężczyzna. Kiedy grupka oddaliła się, Soomin wyszła z ukrycia i szybko podbiegła do chłopaka. Miał lekko rozciętą wargę, i zamknięte oczy, ale był przytomny.
- Hej, żyjesz? Niczego ci nie złamali?
- Taa... Chyba nie - skrzywił się i powoli rozchylił powieki na dźwięk jej głosu. - Ej, czy ty nie jesteś tą córką...
- Tak, to ja. Chciałam przeprosić w imieniu mojego ojca, więc tak jakby poszłam za tobą... Jestem Soomin.
- Sehun... Oh Sehun. - powiedział, po czym trochę spochmurniał. - Jak dużo słyszałaś?
- Zatrzymam to dla siebie, obiecuję. Przepraszam, nie wiedziałam, że... Ale mogli ci coś zrobić i wtedy czułabym się jeszcze gorzej. I tak okropnie mi przykro za twojego psa...
- Ech, w porządku... Ale w zasadzie, to nie do końca mój pies.
- Twojego kolegi?
- Też nie do końca... Trochę się nim opiekował, ale pies jest bezpański. Po prostu zdążyliśmy się już do niego przywiązać - wyjaśnił, a potem z trudem wstał, opierając się o mur.
- Dasz radę sam iść?
- Mhm, pewnie - odparł, ale kiedy zrobił krok, zakręciło mu się w głowie i lekko się zatoczył. Poczuł, jak drobna ręka wsuwa się na jego plecy i przytrzymuje w pasie.
- Oprzyj się na moim ramieniu. Nie ma sprawy, jestem ci to trochę winna - mruknęła Soomin, dzielnie przyjmując ciężar większego od niej chłopaka.
- Dzięki... A w zasadzie, dlaczego poszłaś akurat za mną? - spytał, kiedy szli już jakieś kilka minut. Nieświadomie skręcił w stronę domu Jongina, jakoś nie miał ochoty wracać do domu w takim stanie i bez alkoholu.
- Tylko się nie śmiej... Po prostu wydałeś mi się mniej straszny od twojego kolegi. Bo on ma takie ciemne oczy i wyglądał na wściekłego...
- To ja też jestem straszny? - mimo prośby dziewczyny, Sehun wybuchnął głośnym śmiechem. Spojrzał na nią, dopiero teraz bliżej przyglądając się jej twarzy. Kiedy była taka zawstydzona, wyglądała słodko.
- N-nie, teraz już wiem, że nie. Powinieneś się częściej uśmiechać, wtedy nikt nie pomyśli, że jesteś straszny.
- Czy to był komplement? - uśmiechnął się pod nosem, oczekując odpowiedzi. Zdecydowanie podobał mu się rozwój tej krótkiej znajomości.
- Jak wolisz. Ale teraz może ogranicz suszenie zębów, bo się wykrwawisz - wyciągnęła z kieszeni paczkę chusteczek i delikatnie przyłożyła jedną do ust Sehuna. - Masz może w domu spirytus?
- Mam... To znaczy Jongin ma. Pozwolisz, że zaprowadzę cię do niego? W sumie to o niego ci chodziło. A w ogóle po co ci spirytus?
- Bycie córką chirurga ma swoje zalety. Zawsze mam w kieszeni jakieś drobne narzędzia i umiem niektóre proste rzeczy.
- Możesz mówić jaśniej...? - zapytał, po czym zwątpił, czy chce to wiedzieć.
- Bo będziemy szyć ci wargę. Daleko jeszcze?
- To tutaj...
Sehun puacze, bo jego postać nie ma blond
włosów i jeszcze go biją
*ale laska jest xd*
_____________________________________________________________________
No też mnie nagle wena naszła, jak miło... Wiem, że to pewnie nie to, co wszyscy chcieli, ale mam nadzieję, że chociaż kogoś to ucieszy ^^ Na razie z niczym się nie zapowiadam, nie będę weny sobie zapeszać. To taki prezent na końcówkę świąt ;) Z dedykacją dla mojej unni <3
~Mintaj

Wow, strasznie mi się podoba ;]
OdpowiedzUsuńSehun będzie miał dziewczynę? :D Hehe
Szkoda mi tego pieska, biedny Jongin..
Czekam na kolejną część ^^
No co za cham zabił psa i jeszcze sie wyparł przy córce:(((( ja pamiętam jak samochód potrącił mojego łaciatka ((((( płałałm tak bardzo że wszyscy myśleli że mówię "samochód przejechał dziadka" bo łaciatek i dziadek brzmiało podobnie :((( ok koniec moich gorzkich żali :D zapowada sie całlkiem dobrze... bardzo dobrze ulala :D
OdpowiedzUsuń