piątek, 2 maja 2014

#Wyznania wkurwionego Chanyeola (part 5?)

Muszę się przyznać, że ostatnio niechętnie zostawałem sam na sam z którymś z chłopaków. Miałem dziwne wrażenie, że po tych 'akcjach' z Baekiem i Yixingiem zaczęli na mnie patrzeć z pewnym... wyczekiwaniem. Jakby czekali tylko, aż się złamię i dołączę do ich gejparty. Najbardziej niepokoiło mnie to, że najwyraźniej żaden z nich nie wiedział o wspomnianych dwóch incydentach. To oznacza, że musiałem coś zrobić albo zachowywać się inaczej, niż zwykle. Kiedy to zrozumiałem, zacząłem starać się o bycie przyłapywanym na oglądaniu Playboya czy innych pisemek, a także głośnym komentowaniu kobiecych ciał w telewizji. Moi współlokatorzy kiwali głową i klepali mnie po plecach, ale bez większego przekonania.
Wykaz związków w dormie uległ zmianie, a raczej rozluźnieniu - sam już nie wiedziałem, kto z kim kręci. Dużym plusem był jednak prawie całkowity brak kłótni i wybuchów zazdrości, które były równie fascynujące, co Moda na Sukces.
Jeśli już musiałem odbyć z którymś chłopakiem sesję indywidualną (co było naturalnie wolą wytwórni), wybierałem komponowanie z Yixingiem albo tańczenie z Jongdae. Chenshing Mashine był dobrym towarzyszem z dwóch przyczyn - też kiepsko się ruszał, no i nie próbował mnie podrywać. Świetnie się z nim ćwiczyło, bo z jednej strony potrafił mocno się skupić i zachować powagę, a z drugiej dławił się śmiechem, kiedy coś nam nie wychodziło i kończyliśmy układ w niemożliwie głupiej pozie. Co do Yixinga... Mimo wszystko nadal był moim dobrym przyjacielem i brakowałoby mi naszych zamulających wieczorków z gitarą. Nie wyglądał na specjalnie przejętego tym drobnym incydentem, jak zwykle cichy i spokojny, więc nie wynosiłem przy nim tematu.
W piątkowe popołudnie szedłem właśnie do jego pokoju, żeby trochę pograć. Jednak w połowie drogi zostałem zatrzymany przez rozochoconego lidera mojej podgrupy.
- Ha! Zgadnij, co!
- Jajco. Śpieszę się - powiedziałem, starając się go wyminąć. Ostatnio przyniósł mi wieści o udanej podwójnej penetracji Tao (jak ja bardzo nie chciałem tego wiedzieć), więc obawiałem się, jakie tajemnice Wszechświata przekaże mi teraz.
- Poczekaj! Udało mi się załatwić z CEO, że pojedziemy na mini-wakacje w ten weekend. To będzie miły, dwudniowy wypad na biwak do lasu. Znalazłem fajny kemping na takiej polanie, gdzie można rozbić namioty. Niedaleko jest jezioro, a miejsce raczej mało znane, więc żadnych sasaengów nie ma w ofercie. Nie ma, że 'nie chcę', jedziemy wszyscy. To tyle! - powiedział jednym tchem, podrygując na jednej nodze jak jakiś pojebany klaun z pudełka. Położyłem mu rękę na głowie, żeby się uspokoił i przypadkiem nie wykitował mi na atak serca. Wiecie, w jego wieku... Yixing już w drzwiach mnie wyrzucił, to znaczy, z wielce zbolałą miną oznajmił, że jednak nie ma czasu, bo musi się spakować (w tym momencie pokazał ręką na wielgachną walizkę, której zapewne sam nie uniesie). Wzruszyłem ramionami i wróciłem do siebie, także mając zamiar spakować manatki na tę suhowską zieloną szkołę. Wyjąłem dużą, sportową torbę spod łóżka i zacząłem upychać na samo dno bieliznę i mangi, czyli coś, co moi współlokatorzy nagminnie mi podbierali. Kiedy już zabezpieczyłem wszystko reklamówkami, skierowałem się do szafy, w której trzymałem resztę ubrań. Coś mnie tknęło i zanim otworzyłem mocno zabudowane, rozsuwane drzwiczki (taak, w moim pokoju znajdował się jeden z tych cudownych, topornych komandorów z wieszakami i lustrem), przytknąłem do nich ucho.
- Ach, hyung, nghhh~~ - tyle wystarczyło, żeby mnie wytrącić z równowagi.
- YAH, JEŚLI OTWORZĘ DRZWI I ODKRYJĘ W MOJEJ SZAFIE BIAŁĄ NARNIĘ, TO WYCIĄGNĘ SWOJE NARTY I WSADZĘ JE WAM W WASZE ROZCIĄGNIĘTE TYŁKI - wrzasnąłem, może trochę zbyt głośno, bo nagle wszyscy mieszkańcy dormu znaleźli się w moim pokoju, podjadając popcorn. Luhan jadł maślany, poznałem to po tłustych plamach na jego palcach, buzi, włosach, koszulce i moim dywanie. Z szafy dobiegły mnie przyciszone głosy i chichoty oraz 'no weź to wytrzyj! tu też spadło'. Po chwili wytoczyli się z niej Jongin i Suho, który najwyraźniej miał wielką potrzebę upuszczenia swojego entuzjazmu spowodowanego zbliżającą się wycieczką. Ze zmarszczonymi brwiami złapałem go za kołnierz i trzymałem, póki nie upewniłem się, że na moich ciuchach nie ma ani kropli suhego mleczka.

Następnego dnia stanęliśmy obładowani naszymi klamotami przed dużym busem, który miał nas zawieść na miejsce. Widziałem, jak chłopcy naradzają się, z kim powinni usiąść. Postanowiłem ich uprzedzić i zaciągnąłem Xiumina na miejsce obok mnie. Minseok hyung jest spokojny i mało gada, więc nie będzie mi przeszkadzał przez te kilka godzin. Po drugiej stronie usiedli Sehun z Luhanem, więc nawet jak zbierze mu się na rozmowy, to na pewno będzie odwrócony do nich. Wetknąłem słuchawki w uszy i postanowiłem się trochę przespać, bo przeczuwałem, że na tej wycieczce raczej się nie wyśpię. Kiedy się obudziłem, ktoś uporczywie tykał mnie w głowę. Odwróciłem się i zobaczyłem Baekhyuna.
- Yeollie... Weź coś włącz na głośnik, bo chce mi się śpiewać.
- Nie możesz poprosić... - zerknąłem na miejsce obok niego. - Jongdae?
- Czy ty jesteś głupi czy głupi? Widzisz, że śpi, a jak się go wyrywa ze snu, to może zabić.
- Nie zauważyłem, że śpi... Ma rozchylone powieki.
- Wiem, to obrzydliwe ;-; To jak, puścisz coś? - wsadził głowę między siedzenia i się uśmiechnął. Wywróciłem oczami i włączyłem 'Peter Pan', bo akurat miałem to następne w kolejce. Śpiewaliśmy przyciszonymi, trochę zamulonymi głosami, ale Baek wydawał się zadowolony. Chen także był zadowolony, pewnie śniło mu się coś przyjemnego, bo chichotał i cały się obślinił. Prawie miałem wyrzuty sumienia, że tak narzekałem na Baekhyuna...
- Dobra, wesoły autobus. Robimy postój, muszę się odlać -  krzyknął Kris, a po jego minie było widać, że to naprawdę poważna sprawa. Nie miałem nic przeciwko, sam chciałem nieco rozprostować nogi. Po krótkim spacerku dookoła busa stwierdziłem, że chyba też odwiedzę toaletę. Zatrzymaliśmy się na niewielkiej stacji benzynowej na granicy Zadupia z Wygnajewem, czyli na totalnym odludziu, więc mając w pamięci opowieści Yixinga o kiblach w takich miejscach... No cóż, dziarskim krokiem ruszyłem w stronę szumnych męskich WC. W środku pomieszczenia był cały szereg kabin, liczyłem na możliwość szybkiego załatwienia swojej potrzeby. Nie zdziwiło mnie, kiedy pierwsza z nich była zamknięta, a od spodu wyglądały dwie pary nóg. Tak strzeliłem, że to pewnie Sehun z Luhanem. Oni jakoś bardzo lubią robić to i owo w śmierdzących miejscach typu klop albo szafa Jongina. Może mają taki fetysz czy coś... Zapukałem do drugiej kabiny.
- ZAJĘTE - wystękał Galaxy Hyung. Ledwo powstrzymałem śmiech, bo jeszcze dziś rano ostrzegałem go, że jedzenie wczorajszego gyros na śniadanie to niekoniecznie dobry pomysł. A popijanie mlekiem to już w ogóle tragedia. Następna kabina również była okupowana przez cztery nogi, nie chciało mi się już sprawdzać, czyje. Mój pęcherz zaczął coraz donośniej przypominać mi o swojej obecności i poczułem nutkę desperacji. W przedostatniej kabinie podłoga była już cała ufajdana na biało, a po tych dziadowskich butach z połyskującymi, oczojebnymi, neonowymi paskami wiedziałem, że ów Picasso był Jongdae. Jego sen musiał być naprawdę przyjemny. Przełknąłem ślinę i spróbowałem dostać się do ostatniej kabiny. Drzwi się otworzyły, aż mi ulżyło. Niestety za moment odkryłem, dlaczego tylko ta była wolna. Kij, że odpływ był zatkany i brakowało spłuczki. Poprzedni użytkownik musiał mieć naprawdę ostry przypadek oberwania dupy. Podejrzewam, że Kris hyung zostawi po sobie coś podobnego... Westchnąłem ciężko i wyszedłem z toalety, aby rozejrzeć się za jakimiś przyzwoitymi krzakami. Przyspieszyłem kroku, bo takie przeciąganie coraz bardziej irytowało mój pęcherz. Wreszcie znalazłem taki fajny busz, w który z radością wszedłem, jedną ręką rozpinając już spodnie.
- Hyung! Wypad! Trochę prywatności, co?! - zanim zdążyłem cokolwiek zrobić, usłyszałem głos Jongina, wydobywający się z krzaczków.
- Yah Kim Jongin, nie możesz próbować się rozmnażać gdzie indziej? Moja potrzeba jest już paląca!
- Idź sobie w jakieś inne krzaczki. Albo do lasu.
- DOBRA, ale jak mnie coś ugryzie w żołnierza, to będziesz mi go osobiście smarował maścią!
- Z przyjemnością - odparł tym swoim uwodzicielskim głosem. Strzeliłem sobie otwartą dłonią w czoło.
- Żartowałem, debilu... Idę - mruknąłem, zostawiając Jongina i jego łanię (Kyungsoo? Suho?!) w spokoju. Mam to gdzieś, niech się cali podrapią gałęziami. Zapuściłem się w głąb lasu, mijając Tao i Minseoka, którzy urządzili sobie konkurs sikania na odległość. Daję głowę, że to był pomysł młodszego, a Xiumin robił to tylko z dobrego serca. Ten hyung jest naprawdę miły i wyrozumiały... Kilka minut później zaatakowałem w końcu jakieś podejrzane krzaki, z których na szczęście nic nie wyskoczyło i nie odgryzło mi przyrodzenia. Wszyscy zbierali się z powrotem do autobusu, jednak nigdzie nie widziałem Yixinga.
- Uch, gdzie ten hyung znowu się zgubił... - jęknął Sehun, przecierając oczy ze zmęczenia. Wyjechaliśmy w południe, ale przez ten postój zrobił się już wieczór. Trochę się obawiałem, bo las z pewnością nie jest bezpiecznym miejscem po zachodzie słońca.
- Oczywiście ten atrusi kitaz nie wziął komórki i teraz musimy go szukać! - wkurzał się Suho. Nie wnikam, co to atrusi kitaz, ale sądząc po tonie, to jakieś obraźliwe przezwisko.
- Rozdzielmy się na dwie grupy. Nie ma wybierania, EXO-K idzie w lewo, EXO-M w prawo. Kto znajdzie Yixinga hyunga, dzwoni - zarządził Kyungsoo, wcielając się w rolę lidera. Wyglądał bardzo poważnie, aż byłem pod wrażeniem. Junma był zajęty panikowaniem, więc rozumiałem naszą sówkę.
- Pospieszmy się, póki jest jeszcze w miarę widno - powiedziałem i ruszyłem naprzód, nie czekając na resztę mojej grupy. Nie chcąc prowokować żadnych dzikich zwierząt, nie wołałem przyjaciela, choć to zmniejszało moje szanse na szybsze znalezienie go. Trochę się martwiłem, czy aby nic mu się nie stało. Pewnie tak samo jak ja szukał jakiejś zastępczej toalety i wszedł w głąb lasu, a potem nie mógł znaleźć drogi powrotnej. Miałem nadzieję, że po ostatnim zapamiętał, że w takich wypadkach ma nie ruszać się z miejsca i czekać na ratunek. Nagle spostrzegłem jakąś postać, leżącą na mchu, z głową opartą o stary pień. Yixing hyung najwyraźniej zmęczył się czekaniem i uciął sobie drzemkę. Uklęknąłem obok niego, a na mojej twarzy wykwitł uśmiech. Wyglądał tak spokojnie, jakby spał we własnym łóżku. Machinalnie odsunąłem mu włosy z czoła, z zazdrością przesuwając palcami po gładkiej skórze. Mnie już robiły się zmarszczki mimiczne!
- Chanyeol-ah...? - odezwał się, chwytając mnie za rękę.
- Ile razy masz jeszcze zamiar się gdzieś zgubić? Martwisz nas wszystkich - westchnąłem i pogłaskałem go po policzku. - Pabo. Masz szczęście, że twój kumpel jest zawsze na posterunku.
- Tak, to wielkie szczęście - zgodził się, po czym przygryzł wargę, tak jak wtedy na parkingu. - Słuchaj... Jeśli chodzi o wtedy, to ja...
- Hyung, wcale nie mam ci tego za złe - wyciągnąłem dłoń i pomogłem mu wstać. - Prawdę mówiąc, jeszcze nigdy nikt mi nie podziękował w tak... miły sposób - wyznałem, spuszczając wzrok. Nie wiedziałem, że Yixing wciąż się tym przejmował.
- Och... C-cóż, w takim razie... Nie, to dobrze, że jednak się o to nie gniewasz. To był taki odruch i...
- Zhang Yixing, weź się uspokój - roześmiałem się i przytuliłem jąkającego się przyjaciela, żeby go jakoś pocieszyć. Kiedy go puściłem, wyglądał już lepiej. Wtedy przypomniałem sobie, że powinienem był wcześniej zadzwonić do chłopaków, że już go znalazłem. Po powrocie do autobusu solidnie mi się za moje gapiostwo oberwało i jak już dojechaliśmy na pole kempingowe, marzyłem tylko i wyłącznie o cieplutkim śpiworze. Nie mogliśmy się zdecydować, kto z kim będzie dzielił namiot, więc Baekhyun zaproponował ciągnięcie słomek. Tym sposobem wylądowałem z ostatnią osobą, z jaką można spokojnie spędzić noc - czyli z Tao. To było bardziej, niż pewne, że w środku nocy obudzi mnie i zacznie marudzić, że wszędzie widzi duchy, a materac niewygodny, a w śpiworze za gorąco, a co to za dźwięk, a niedźwiedź.
- Hyuuung, opowiedz mi bajkę na dobranoc, bo ja tu nie zasnę - oho, zaczyna się. Ledwo wsunąłem się w mój śpiwór, kiedy ta chińska boidupa zaczęła mieć koncert próśb i zażaleń.
- Jestem kiepski w opowiadaniu bajek. Poza tym, wszyscy pozostali już śpią. Zobacz, że pogasili światła w namiotach.
- To zanuć mi jakąś kołysankę... No proszęęę.
- Dlaczego ciągle wszyscy mnie proszą, żebym im coś śpiewał czy grał?! - zerwałem się z ziemi, oczywiście tylko do pozycji siedzącej, żeby nam się namiot nie zawalił. Leżący obok Tao miał minę, której nie można było się oprzeć, więc musiałem spełnić jego zachciankę. Położyłem się z powrotem i zacząłem nucić starą, koreańską kołysankę, którą śpiewała mi do snu babcia, jak byłem małym szkrabem.
- Chanyeol hyuuung...
- Hmm?
- Chciałbym, ale teraz nie możemy... Sam mówiłeś, że wszyscy śpią.
- O czym ty mówisz? o.o
- Przecież trzymasz rękę na moim tyłku...
- Nie...
- ...
- Tao, nie krzycz, wstań powoli i nie krzycz - szepnąłem, gotów zasłonić mu usta. Chłopak posłusznie wykonał polecenie, przesuwając się na drugą stronę namiotu. Wyjąłem z torby latarkę i poświeciłem na miejsce po mojej prawej stronie.
- Aaaach! Hyung, wyjmij tooo! Teraz! - krzyknął Tao, zanim zdążyłem go powstrzymać. W namiocie najbliżej nas musieli go usłyszeć.
- Poczekaj, nie jestem pewien, co to... - uniosłem śpiwór chłopaka i zobaczyłem, że materiał namiotu został przerwany. Po chwili światło latarki znalazło sprawcę - kreta.
- Aaahhhhhhh~~~~!!! Chanyeol hyung, on jest taki wielki! Aaaaaa~! - damskie piski, jakie wydawał z siebie Tao, nie tylko zaalarmowały naszych kempingowych sąsiadów, ale też wystraszyły biedne zwierzątko, które zaczęło w panice szukać swojej wydrążonej norki.
- Błagam, włóż go, proszęproszęproszę! Aaaaa~!
- Chwila, muszę go złapać...
- Aaahhh hyuuuung~~~! Szybciej! Albo nie, sam go włożę! - wydarł się jak dziewica, odważnie ściągając koszulkę i chwytając przez nią przerażonego kreta. Kiedy zwierzak już się ulotnił w głąb ziemi, wyczerpany Tao usiadł mi na nogach i oparł głowę o moje ramię. - Hyung, zmęczyłem się... Mam dość.
- Wszystko u was w porządku? Bo słyszeliśmy... - ktoś rozpiął nasz namiot, urywając w pół słowa. Zobaczyłem Baekhyuna i kilka innych twarzy, które z pewnością nie spodziewały się zastać nas w tak dwuznacznej sytuacji.
- To nie jest tak, jak myślicie! - powiedziałem szybko.
- Nie musisz się tłumaczyć, Yeollie... Ech, wracam do siebie - odparł Baekhyun. Kiedy odszedł, zobaczyłem jeszcze jedną osobę. Yixing nie otworzył ust, ale spojrzał na mnie dziwnie smutnym wzrokiem, zanim odwrócił się ze spuszczoną głową i wszedł do swojego namiotu. Zrzuciłem z siebie Tao i w pierwszej chwili chciałem za nim biec, ale zabrakło mi odwagi. Czułem, że w jakiś sposób zawiodłem przyjaciela, choć przecież nic takiego nie zrobiłem.
- Aiish - mruknąłem i położyłem się z rękami pod głową. Jak przewidziałem, tej nocy nie zmrużyłem oka.

*meanwhile na zewnątrz...*
- Stary. Mówiłem ci, że w końcu się złamie.
- Ale ja wiem! To było do przewidzenia...
- To nie fair, że Tao go rozdziewiczył. Ja protestuję!
- Było wyciągnąć mniejszą słomkę.
- Ale ja lubię duże...
- Maszyna do lodów od siedmiu boleści... Zboczeniec.
- Sam jesteś... Poza tym, lubisz to.
- ...Zamknij się

to zdjęcie jest takie
ksdfkjhfj
czy tylko ja tak uważam..?
________________________________________________________________
Haha! Udało mi się skończyć przed 20! ^^ A już się nastawiałam na publikację o 23 z kawałkiem... No cóż, z dedykiem dla Hyeri unni, która chciała SuKaia oraz shoutoutem dla Pedonoony, której chciałabym poprawić humor...
P.S. Wybacz oppa, że tak jadę po Krisie xd

~Mintaj

4 komentarze:

  1. :D scena w namiocie the best <33
    Biedny Kris..aż mi go żal. xd
    Odcinek zajebisty ^^

    OdpowiedzUsuń
  2. to jest genialne, czy genialne
    a może genialne
    a może jednak genialne

    czekam niecierpliwie na rozdział szósty i masz się streszczać, bo nie wytrzymam

    ps. "ugryzie w żołnierza" zaliczyłam zgon.

    ~czohi

    OdpowiedzUsuń
  3. Kocham WYznania Wkurwionego Chanyeola ♥

    OdpowiedzUsuń
  4. Uwielbiam to opowiadanie :D Masz naprawdę dużą wyobraźnię, żeby takie sceny opisywać, śmiałam się przez cały czas :D Seks w szafie... Brrr nie chciałabym, żeby mi to się kiedykolwiek wydarzyło, biedny Yeol :(
    Hehehehe krzyki Tao słychać pewnie było nie tylko w obrębie ich obozu ale i w całym lesie :D Przepłoszył jakiemuś myśliwemu zwierzynę :D Ale jak on mógł się drzeć : Włóż go? acch dobra kumam do nory. :D Chyba jakimś dziwnym trafem pominęłam ten fragment :D Ciekawe kto się tak oburzał, że nie mógł pozbawić dziewictwa Yeola :D
    Odcinek zajebisty :D I zgadzam się z powyższym Anonimem, dodaj VI rozdział szybciej bo ja też nie wytrzymam :D

    OdpowiedzUsuń

Zostaw komentarz. Nakarm rybki. Takie małe mintaje ^^