Wait, Chanyeol
po JĘKU?
serio...
nie, bo ty wcale nie podsłuchujesz ChenBaeka ani DłońBaeka. wcale.
- Kurczę, Baekhyun! Przepraszam! Żyjesz? - podniosłem się z maty i spojrzałem na chłopaka, który aż usiadł od ataku mojej stopy na jego twarz. Potrząsnął głową, mrugając kilka razy.
- Przez chwilę zobaczyłem wszystko to, co widzi Yixing hyung po grzybowej. Ale jazda.
- Słuchaj, to wczoraj... Ja naprawdę nie... - o dziwo Tao nie było w namiocie, więc wykorzystałem chwilę, żeby wyjaśnić to i owo z zeszłej nocy.
- Ale ja wcale ciebie o nic nie podejrzewam! - zaśmiał się, klepiąc mnie przyjaźnie po ramieniu. - Przez jedną małą chwilę zwątpiłem, ale bądźmy szczerzy. Jeśli ktoś zrobi z ciebie geja, to na pewno nie będzie to Tao. On wyzwala w chłopakach zapędy hetero... Nie, żeby coś.
- Dzięki...
- Wracając do powodu, dla którego tu przyszedłem! Suho hyung postanowił, że pobawimy się dzisiaj w podchody. Potem zrobimy sobie ognisko i pójdziemy nad jezioro, ale na razie wszyscy już stoją na placu i dobierają się w drużyny.
- I jesteś tu, żeby mi powiedzieć, czy żeby mnie zaklepać do swojej drużyny?
- To drugie :D Spytałem już Kyungsoo i też się zgadza. Dzielimy się na 3 ekipy 4-osobowe, więc brakuje nam jeszcze kogoś...
- Weźmy Yixinga, okej? - zaproponowałem, w końcu miałem z nim do pogadania. Coś go gryzło i powinienem mu pomóc jako dobry przyjaciel, prawda?
- W porządku. To poczekamy, aż jaśnie pan się ubierze - pomachał mi, po czym wyszedł z namiotu. Postarałem się doprowadzić do stanu użytkowego tak szybko, jak to było możliwe. Przede wszystkim przepłukałem gardło moją wodą gazowaną, żeby nie brzmieć jak stary chuj (autorem tego uroczego określenia jest Kyungsoo, więc nie chciałem prowokować tego małego gnoma, skoro miałem być z nim w drużynie), a także przebrałem się w coś, co uchroni moje kończyny przez bezlitosnymi krzaczorami w lesie. Odświeżony wyszedłem z namiotu na światło dzienne, krzywiąc się jak wampir. Słońce przygrzewało niemiłosiernie i ucieszyłem się, że za chwilę wejdziemy między drzewa. Podszedłem do Kyungsoo i Baekhyuna, którzy stali przy autobusie i napierdalali we Flappy Kai na tablecie Kyungsoo.
- I co, rozmówiliście się z Yixingiem?
- Stoi za tobą - odparł Baekhyun, nawet nie odrywając oczu od ekranu. Obróciłem się, a mój przyjaciel faktycznie tam stał. Daję słowo, on pojawia się i znika jak męskość Luhana.
- Cześć Chanyeol - odezwał się z lekkim uśmiechem na twarzy. Na oczach miał te swoje zjebane kosmiczne okulary przeciwsłoneczne, więc nie mogłem nic z nich odczytać. - Tao mi mówił... Znaczy, że nic się nie stało. Hehe.
- Oczywiście, że nic się nie stało. Przecież mnie znasz. Poza tym, jak to już określił Baekhyun...
- Na widok Tao twoja szpada nie chce stanąć, lecz opada - dokończył za mnie wyżej wymieniony, za co będę mu dozgonnie wdzięczny. Ale Yixing wydawał się usatysfakcjonowany taką odpowiedzią, bo zaśmiał się i już nie sprawiał wrażenia przygnębionego. W dobrych humorach wyruszyliśmy w kierunku pola naszej leśnej gry. Wiedziałem tylko tyle, że grupa, która najszybciej znajdzie znaki od managera i wreszcie samego managera (podziwiam szczerze Suho, który jakoś go do tego nakłonił), dostanie najlepsze kąski z ogniska. Specjalnie poskąpiłem sobie mięsa na śniadanie, żeby wygłodniały mieć jakąś motywację. Zrozumcie - byłem w grupie ze strachliwą Barbie, jej jednorożcem i Bilbo Bagginsem.
- Yeooool! Kartkę widzę w tym drzewu - oznajmił Yixing, pokazując palcem na jakieś dwadzieścia drzew przed nami. Dyskretnie zdjąłem mu te okulary, bo chyba zaczynały mu robić fazy (nie dziwię się z takimi szkłami...)
- A ja nie widzę - skwitował Baekhyun, nadal zajęty pukaniem Kaia. *W KAIA. W tej grze, Flappy Kai.
- Czekajcie, on ma rację. Coś tam jest - Kyungsoo podszedł do jednego z pni i włożył rękę do małej dziupli. - Jest kartka. Coś jest na niej napisane... Yym... Nie no, to są chyba jakieś żarty.
- Dlaczego? Co tam przeczytałeś?
- Hugo wraca do Polsatu.
- ...Co?
- HUGO. WRACA. DO. POLSATU. Ja też nie wiem, to chyba podpucha.
- Długo nam zajmie znalezienie managera-nim, jeśli niektóre ze wskazówek do niczego nie prowadzą... - westchnąłem, czując zbliżające się widmo porażki. W oddali słyszałem okrzyki radości, produkowane przez Luhana, Tao, Minseoka i Sehuna. Oni dopiero stanowili dobrą drużynę... To nie fair! On ma sarnę i wiewiórkę, a ja jakieś kurwa Disney Channyeol ;-;
- Chanyeol, gałąź! - krzyknął Baekhyun, ale byłem zbyt zamyślony, żeby zdążyć zrobić unik. Z impetem przygrzmociłem czołem w potężny kawałek drewna, który bardzo sprytnie wtopił się w otoczenie, czekając na takich niczego nie spodziewających się wielkoludów, jak ja. To spisek.
- Nic mi nie jest! - powiedziałem dzielnie, choć miałem przed oczami podwójną ilość moich przyjaciół, a ziemia falowała jak woda w kuchni, kiedy Kris w połowie pracy stwierdził, że mycie naczyń nie jest w jego stylu i zostawił odkręcony kran i zatkany odpływ. - Ale coś chyba wypadło z tej gałęzi. Może teraz nam się poszczęści?
- To jakiś rebus matematyczny... Wynikiem będą współrzędne miejsca, do którego mamy się udać. To dałoby nam przewagę nie do pobicia - zauważył Kyungsoo. - Niestety, nie mamy niczego do pisania, ani kalkulatora...
- Odpowiedź C - wszyscy obróciliśmy się do Yixinga, który usiadł sobie na pieńku z lizakiem w buzi (skąd on go wziął).
- Jak to obliczyłeś? Tak szybko...
- Nie wiem. Ale jest dobrze - wzruszył ramionami, mówiąc to z całkowitą pewnością w głosie.
- Ech... Mamy jeszcze coś do stracenia? - spojrzałem na chłopaków, a potem na otaczający nas las, w którym równie dobrze moglibyśmy już niczego nie znaleźć. Kiwnęli głowami i wpisaliśmy w nawigację współrzędne wskazane przez Yixinga. Kiedy po dziesięciu minutach wyszliśmy na polanę i zobaczyliśmy rozpalone przy brzegu jeziora ognisko, a przy nim naszego managera, zachciało mi się śmiać. Z dzikim entuzjazmem porwaliśmy naszego przyjaciela na ręce i podrzuciliśmy kilka razy w górze. Baekhyun chciał mu dać całusa w podziękowaniu, ale Yixing grzecznie odmówił, za co otrzymał gromkie brawa od Kyungsoo. Czekając na resztę frajerów, usiedliśmy na kłodach przy ognisku i zaczęliśmy planować, które kawałki mięsa i kiełbaski powędrują do naszych brzuchów. Nikt nie mógł uwierzyć, że moja badziewna (to jest, WSPANIAŁA) drużyna dotarła na miejsce jako pierwsza. Yixing stał się bohaterem tego dnia (moglibyśmy nakręcić nową reklamę... Bądź bohaterem w swoim lesie! Lerła Merlę), a ja genialnym dowódcą. Niestety zamiast jeść, musieliśmy najpierw usuwać kolce i drzazgi z Krisa. Kurtka z ortalionu nie była w jego stylu, więc wybrał się w chaszcze w samej bokserce.
- I takim sposobem zrobił się już wieczór - odezwał się Jongdae, który do tej pory opierał się na moim ramieniu, kiedy ja grałem na moim ukulele (manager-nim nie chciał brać gitary, bo ciężka). Rozejrzałem się i faktycznie: nim się obejrzeliśmy, już był zachód słońca. Pojedliśmy, popiliśmy i pośpiewaliśmy, zupełnie jak na zwykłym biwaku, na który członkowie tak popularnej grupy k-popowej mogą sobie pozwolić tylko raz na kilka lat.
- Ej, może popływamy sobie w jeziorze? Wciąż jest mi gorąco - propozycja Jongina została podparta całkowitym pozbyciem się przez niego koszulki.
- Dobry pomysł.
- Yehet.
- Pływanie w jeziorze nie jest w moim...
- Kris-gege, wyciągnęliśmy ci łaskawie tę drzazgę z tyłka. Mamy włożyć ją z powrotem?
Tym oto sposobem znaleźliśmy się wszyscy w jeziorku, rozkosznie rozgrzanym po całym dniu. Wiedziałem, że tak naprawdę nikt nie będzie pływał, tylko wszyscy rzucą się do wody jak dzikie leszcze. Maknae line razem z Luhanem, Baekhyunem i Chenem zaczęli się chlapać. Chciałem dołączyć, ale kiedy kolejny raz dostałem glonem, odpuściłem sobie.
*dodatek specjalny od Chanyeola*
Właśnie dlatego nie lubię jezior. To znaczy, nie aż tak nie lubię, ale za nimi nie przepadam. Kiedyś poszedłem z kolegami późną wiosną nad jezioro, żeby się wykąpać, bo woda miała być już ciepła. Ale żaden z nas nie zwrócił uwagi na glony, a woda akurat kwitła... Następnego dnia wszyscy dostaliśmy strasznej wysypki. To był chyba największy ból dupy w moim życiu i już bym wolał, żeby dorwał mnie jakiś węgorz elektryczny i wpełzł prosto do tyłka. Także, mam uraz do glonów.
Pozostali chłopcy urządzili sobie konkurs skoków z gałęzi do wody. Wszyscy przyglądali się Kyungsoo, który ze swoim wzrostem z łatwością wdrapał się na drzewo jak małpka, a potem skoczył z gracją na bombę (nie wierzyłem, że da się skoczyć z gracją na bombę, ale jednak)
- Yixing! Też spróbuj! - zachęcał go Minseok, chociaż sam jeszcze nie odważył się skoczyć.
- Mówisz...? Uuh... - wymamrotał z niepewną miną Yixing. Wiedziałem, że takie akrobacje nie były jego specjalnością, choć był naszym najlepszym tancerzem. Nie podobało mi się, kiedy wszedł na najwyższą gałąź, dopingowany przez resztę (tekstami typu: 'jesteś hardkorem!', 'nie weszłeś!' i 'ciągniesz, Malina!'), która zebrała się pod drzewem. Zapewne sam nie wiedział, jak wysoko się znajduje.
- Skacz! Skacz! Skacz!
- PATRZ! ALE URRRWAŁ!
- Aj, no bo mi się noga obsunęła i złamałem gałązkę no - tłumaczył się Yixing, któremu z takim dopingiem wcale się nie chciało skakać.
- ...JEBNIE! - równocześnie ze skokiem Yixinga rozległ się głośny okrzyk Kaia. Rzeczywiście sekundę po tym mój przyjaciel wylądował w wodzie. Ale kiedy powinien się już wynurzać, nie zrobił tego.
- Miałem co do tego złe przeczucia... - wyszeptałem i szybko zanurkowałem pod wodę. Wyłowiłem nieprzytomnego Yixinga i z pomocą Chena wyciągnęliśmy go na brzeg. Byliśmy przerażeni, bo na pierwszy rzut oka nie było wiadomo, czy stracił przytomność od szoku, czy może uderzył w coś głową. Nie mogłem wyczuć oddechu, jego klatka piersiowa nie poruszała się.
- Hyung, zrób coś z tym... Niech ktoś coś zrobi...! - rozpłakał się Tao.
- Trzeba mu wykonać sztuczne oddychanie. Tao, będzie dobrze... - powiedział Kyungsoo, klękając przy Yixingu. Mimo wszystko nie wyglądał na pewnego swoich słów i to nie poprawiało sytuacji. Nie wyobrażałem sobie, co byśmy zrobili bez Yixinga. Nie tylko jako zespół, ale jako przyjaciele. Przede wszystkim nie potrafiłem i nawet nie chciałem sobie wyobrażać, co bym ze sobą począł, gdyby jego zabrakło...
- Odsuńcie się, ja to zrobię.
na leeeeszcza~
_______________________________________________________
MINTAJ IS BACK! ON A DOUBLE KICK TRACK! MAKE SOME
NOOOOOOISE! ;)
Wiedziałam, że jak oficjalnie zawieszę drugiego bloga, to mi tutaj wena wróci ^^
Po długiej jak BangCock przerwie żem wróciła i napisała - mam nadzieję, że nie wyszłam z wprawy! ;)
HE.
~Mintaj


Jak mogłaś przerwać w takim momencie?! Bóg i inne twory Cię opuściły?! Ja chcę jeszcze!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! Więcej Bilbo więcej Laya i ChanYeola!!!!! I jak możesz robić takie długie przerwy? Warum ja się pytam!!!!
OdpowiedzUsuńA tak to super opo :D
mądry author-nim przerywa w takich momentach, żeby ludzie zawsze chcieli więcej ^^
Usuńa przerwa wynikała z mojej obowiązkowości... nie miałam od miesięcy weny na mój drugi blog, a obiecałam sobie, że ruszę mintajovelove dopiero, jak coś napiszę na tym blogu :| ale już to ogarnęłam jako tako ;)
O to spoko :D Chcę więcej pls :)))
Usuńsuper, genialne, zajebiste <33333 czekam na więcej ^^
OdpowiedzUsuńJEZUSMARIA MINTAJ BOG CIE OPUSCIŁ W TAKIM MOMENCIE KOŃĆZY?!
OdpowiedzUsuńI WANT MORE NOW
Kiedy bedzie następny ? *.*
OdpowiedzUsuń